UWAGA JEST TO MIRROR STRONY:
http://irc.bydnet.com.pl/nowosc.html

kniga.jpg (5718 bytes)

A może na nasz lub wasz temat ?

 

Dzięki uprzejmości [Erga] dajemy ku przestrodze , a może   nie .....

Od Lemurka
..uff poprawienie tego tekstu tak żeby mieścił się Wam na ekranie to była "praca" nie ma co .... wiem ,ze jeszcze wiele trzeba będzie popracować nad wyglądem a pewnie i Erg jeszcze będzie dosyłał teksty . Ale poprawiając i czytając doszedłem do wniosku ze warto , ten tekst może pretendować do kultowego . Przekazanie go Wam było przyjemnością a zrobiłem to pewnie po troszku i dla siebie tez ........

                               Lemurek

OD AUTORA

Ostrzegam ze to wersja robocza pisania pod kryptonimem IRC...wszelkie niedorobki, 
bledy itp. Sa wkalkulowane i przewidziane do usuniecia (taka mam nadzieje). 
Dodatkowo poki co IRC nie ma konca.
Mam nadzieje, ze dzieki pomocy Lemurka kolejne fragmenty kiedys polacza sie w jedna calosc...
Nie bede Wam mowil co to jest - jesli zechcecie to przeczytacie. 
Ktos gdzies powiedzial, ze to ircowe romansidlo... 
Nie do konca sie moge zgodzic ale w koncu odbior to juz kwestia czytajacego...
Wiec...
Cialbym jako autor podziekowac paru osobom, które razu pewnego namowily mnie 
na pukanie w klawisze w celu pardziej zlozonym niz wymiana textow na kanale... 
One - te osoby - wiedza, ze to dla nich podziekowania wiec nie bede juz powtarzal.... :)
*IRC*
"Myshy"
"dla czasu, dla miejsca, dla nich i dla siebie..."
Spis Tresci

Prolog
Rozdzial1
Rozdzial2
Rozdzial3
Rozdzial4
Rozdzial5
Rozdzial6
Nierozdzial
Rozdzial7
Rozdzial8
Rozdzial9

 

Prolog     Krotki do granic mozliwosci...

 O..bo tak jest w zyciu - wzloty i upadki, nic stalego nic dluzszego 
niz chwila... 
	IRC... druty, caly swiat podlaczony na ich koncach, 
maszyny i ludzie... ludzie i maszyny? 00110100100100101010100100001010010 ...
zera i jedynki, 0 - nie, 1 - tak. 
Prosty przekaz mysli nie do osiagniecia w realnym swiecie 
- tutaj staje sie realny...
Kochasz? - 00101001, nienawidzisz? - 0100111011,
nic nie chcesz od nikogo, po prostu chcesz byc, obserwowac? - 0000000000.... 
Jak zaklac uczucia w dwa slowa: tak, nie, 0, 1... Druty, modemy, maszyny...
nie miejsce ogranicza, nie czas, wyobraznia tak... 
wyobraz sobie wielki pokoj, ze stolem, na nim kanapki, piwo... 
siedza ludzie, rozmawiaja, jedni milcza, 
inni wychodza, co chwila jednak ktos wraca albo odwiedza 
"zgromadzenie niewidzialnych" pierwszy raz dzisiaj... tematy? czy to wazne? 
Liczy sie obcowanie, oderwanie, istnienie i nieistnienie zarazem... 
Mowilem: 001001001110, a za tym ten pokoj ci ludzie, szepty, 
glupawe rozmowy, przyjaznie, nienawisci... 
albo nic cisza
....rownie dobra jak rozmowa...
...Jestes male czy female - 0? 1?
	...male - 0...
...co porabiasz?...
bo ja jestem...
a ty...
a bo wiesz wczoraj plakalam przez niego....
...to jest IRC...
podoba sie? 0?, 1?
posluchaj...
					   ERG
Powrot


Rozdzial I         ELZA 
Podniosla glowe obudzona promieniem porannego slonca 
zza lekko przybrudzonej szyby..."musze umyc" 
- pomyslala poraz setny chyba od dwoch tygodni. 
Palce zatopily sie w dlugich, jasnych wlosach 
mimo, ze rece jeszcze scierpniete od ciezaru glowy. 
Ile spala? Kilka querow otwartych ale kwestie 
raczej zakonczone. Tylko okno [ernesta] jakby nie: "spisz?!" - 
ostatnie zdanie. Mily chlopak, mlody i naiwny. 
Tez wpadnie jak my wszyscy, bedzie rodzina, jej czescia, czescia systemu 
przypadkow i nieporozumien, ktore w jakis sposob dziwny skaldaja sie 
na calosc tak silna, ze kazdy wraca... 
Kolejny dzien... do pracy? Mozna isc zwolnienie sie konczy. 
Cos trzeba robic... Ale... zeby jeszcze raz... 
To bylo prawie seksualne, takie prawdziwe choc na koncach drutu... 
jaki on jest? Jakie to ma znaczenie moze gruby i brzydki, a moze... 
jakie to ma znaczenie?  00100100 - wszystko w dwoch cyferkach - 
ona chyba znalazla to czego nie dostala nigdy w realu... 
Problem tylko jeden - jak to nazwac? Czy istnieje takie .... uczucie?  
To bylo innym razem. 
Duzo pozniej... 
Byla sklonna pogodzic sie z mysla, ze probuje czegos nieosiagalnego 
- milosci, ktorej miec nie bedzie. 
Skonczyly sie dlugie zaplakane noce, smetne dni miedzy kuchnia a 
komputerem w oczekiwaniu na meza, a potem na to, ze nareszcie 
sobie pojdzie, a ona bedzie mogla zasiasc do klawiatury...
To bylo innym razem. Nie pamietam - duzo pozniej chyba.... 
W zasadzie bylam pewna, ze nigdy niczego z tego 
nie wyciagne poza ulotnymi wrazeniami i marzeniami tak nirealnymi, 
ze nawet czasem szkoda sobie bylo glowe zawracac. 
takiej milosci nie ma, a juz napewno nie ma jej na odleglosc. 
nie musialam juz plakac po nocach i meczyc sie kolejnym dniem oczekiwania, 
bo wiedzialam ze nie ma szans, ze trzeba chwytac to co jest 
- nic innego przeciez mnie nie spotka... 
Zreszta maz teraz czesto wybywa - moze sobie kogos znalazl...
To bylo innym razem...
<> przylatuje do kraju...
<elza> to fajnie kiedy?
<> przyszly tydzien
<> przyjade do ciebie
Przyjade do ciebie... 
Przyjade do ciebie... 
Ten tekst - jak zwykle na ekraniew nagle zabrzmial w jej glowie jak wybuch.
To znaczy jak - on tutaj?! A gdzie maz? tez tutaj, moze pojdzie. 
Przeciez ja go nie znam. kogo? Meza nie znasz? Nieee jego Jego JEGO nie znam...
Nigdy nie myslala.... Nigdy nie myslalam ze to tego dojdzie... 
Nie myslala ze do tego dojdzie... 
To sie nie mialo stac. 
To sie nie stanie, nieee nie moge do tego dopuscic.... 
Paieros, nerwowe kroki, szybki oddech, panika, a jednak.... 
za tym wszystkim...oczekiwanie...?
To wszystko na nic - ja chce...
<elza> nie mozesz do mnie przyjechac
"...przyjedz..."
<> ?
<elza> mam meza przeciez wiesz
<> wiem ale jakie to ma znaczenie - was juz nie ma razem
<elza> przestan nie mozesz
"...prosze..."
<elza> to juz nie jest zabawa
<elza> na ircu jest inaczej
<> elza przyjezdzam do ciebie i koniec
<elza> nie!
"...tak..."
<> tak
<> elza?
<elza> tak?
<> mam na imie Dominik
<> przysle ci zdjecie - musisz mnie poznac na dworcu
<elza> Dominik
<> tak?
<elza> nie tak tylko sobie mowie
/nick dominik
<dominik> tydzien - poznamy sie naprawde
<elza> robisz blad
<domini> nie
<dominik> ukladam zycie
<elza> a co ja mam do tego
<dominik> ty jestes jego poczatkiem, inspiracja i czescia
<elza> dzieki ale to tylko slowa dominiku hihi ladne imie :))
<dominik> tx to nie slowa
<dominik> ja przyjezdzam naprawde
<elza> nie mowmy juz o tym dzisiaj
<dominik> kocham cie
Przyjedzie... jak to bedzie. Co ma zrobic i jak to rozegrac? 
Wyjazd... tak - wyjazd z domu...
Dlaczego mialabym tak nagle wyjechac? Kolezanka? 
Moze byc... trzeba ja zawiadomic zeby potem nie sypnela czegos niechcacy... 
hihi Dominik...
Jak przed wielu laty 
- kiedy byla 17stka szukala drog aby spotkac sie z ukochanym, 
myslala w co sie ubrac, czy bedzie sie podobac... 
Nie myslala tylko o jednym... jak bedzie dalej? Co bedzie dalej?
***
7 dni ma tydzien , 24 kazdy dzien - z tego polowa na ircu. 
plany przygotowania... Juz jest w drodze...
<dominik> zaraz lece na samalot
<elza> hihi lece na samolot - smieszne
<dominik> nio
<dominik> juz jutro elza
<elza> juz jutro dominiku
... Takie ekscytujace, niepojete, namietne, 
tajemnicze...takie... inne od wszystkiego...
Jezuuu nie bede sie mu podobac...
A jakie to ma znaczenie Elzo?
o czym bede z nim rozmawiac...
O wszystkim  Elzo i o niczym - robicie to od wielu miesiecy.
Denerwuje sie chcialabym, chcialabym ... dobrze wypasc...
pierwsza randka hehe tak sie czula i to bylo takie piekne i swierze. 
juz dla tego samego uczucia warto bylo...
Nic ja juz nie trzymalo tutaj - tylko dzieci... 
Gdyby mogla sie wyrwac, zobaczyc, poczuc jakie sa naprawde 
prawdziwe uczucia... Dominik... tak pieknie mowil, 
tak szczerze wydawalo sie, a moze to tylko pozory moze bedzie inny - gorszy?
Nieee to niemozliwe nie moglby mnie tak oszukac. 
Niemozliwe to jest. jest cieply i kochany...
Dla niej - marzenie i ideal, ktorego nigdy nie miala...
Droga na dworzec lotniczy nie byla dluga, a trwala chyba milion lat... 
serce bilo mocno, szybciej niz sekundnik w zegarku stad to rozwleczenie. 
dwa dni razem, dwa dni zeby sie poznanc i podjac decyzje...
i jeszcze samolot sie opoznia...
Trzyma w rece zdjecie - twarz zna juz na pamiec, 
dotykala ja milion razy w ciagu tych 7 dni z nadzieja 
ze nabierze ksztaltow stanie sie materialna i namacalna, 
ze przerodzi sie w tego czlowieka, ktory jej nigdy nie dotknal, 
a byl jej blizszy od mezczyzny , z ktorym sypiala...
Samolot przylecial...
Poznali sie...
Zyli dlugo i szczesliwe...
Albo nie...
Jak bylo? 
Jeszcze bedzie okazja o tym porozmawiac...


Powrot


Rozdzial II               MARTENS
Trzy lata sprzedawalem malolatom maryhe i inny gnoj... 
Od godziny nie zyje...
<martens> re
<elza> hi martens
<> hejka
<krzysztof> :))
<martens> oooo
<martens> elza bezimienny - znowu gruchacie
<martens> moze sie juz pobierzcie hehe
<martens> zrobimy wam wesele na ircu hehe
<elza> przestan marcin
<martens> :))))) hehehehehehe
<listek> jak zwykle zlosliwy i radosny
<martens> taki juz jestem dziecinko
IRC to przypadek, 
jak zarobilem na prochach to sobie kupowalem rozne takie tam, 
co to ich bym nie mial gdyby nie cash z maluchow. 
kupilem komputer, potem zalozylem IRC i bylem... 
Zupelnie inny zreszta - nie moglem przeciez powiedziec ze 
handluje. najpierw, bo sie balem, ze ktos z IRCa mnie sypnie, 
potem... bo mi wstyd po prostu cholera bylo...
<listek> jak to bierzesz martens - opanuj sie!!!
<martens> bez przesady pare sztachow nikogo nie zabilo
<krzysztof> od tego sie zaczyna
<martens> ty co ty wiesz mlody jestes
<krzystof> moze tak ale starcilem kolege - tez bral tylko troszke
<martens> oj dobra odpuscmy listek?
<listek> tia?
<martens> ladna z ciebie dupcia hehe
<listek> oj qrde z toba nie mozna powaznie
<> to fakt z nim nie mozna :)))
<martens> takiego mnie kochacie hehe
No fakt takiego mnie kochali, a ja... poznalem listek. 
Nieee, nie ze zdjecia - na zywo. 
Cholercia dziewczyna mieszkala dwa bloki dalej na tym samym osiedlu. 
pierniczona Warszawka - dwie ulice dalej, 
a ja musialem laske poznac przez serwer w stanach hehe. 
Agata - dobra i mila. zazdroscilem jej ulozenia i odpowiedzi 
na prawie kazde pytanie - slusznej, odpowiedniej i tak kulturalnej, 
ze az mnie w dolku sciskalo. 
No i zakochalem sie z IRCa, a mowia ze to bajka, 
ze takie sprawy sie nie przytrafiaja nikomu. widac ja jestem Nikim, 
bo mnie sie udalo...
tyle, ze to byl poczatek konca...
miesiac pozniej juz nie zylem, a raczej nie zyje? 
AAAA co za roznica nie ma mnie po prostu. 
nawet w IRCu - choc to tez nie real, a virtual. 
Hehe fajnie by bylo miec mozliwosc przenikania do realu... 
EE znowu plote glupoty. No wiec tak. oczywiscie zabili mnie.
Nie tam jakis durny wypadek, czy inne gowno. 
Strzal, pare palek i ruskich i zalatwione. Zal tylko 
Agaty - kochalem ja naprawde. I przez nia nie zyje zreszta. 
Ehhhh zycie - takie pokrecone....
cale zycie mialem sie za nikogo... az do czasu kiedy poznalem Mirka 
a on zapoznal mnie z dragami... 
Poniewaz nie pasowalo mi ich branie postanowilem sprzedawac 
zgodnie z zalozeniem ze po co sie truc jak inni moga sie truc 
podczas gdy ja bede zarabial...
Wredna swinia bylem po prostu i szczeniakiem ktory myslal 
tylko o kasie, a nie o ludziach...
Az do irca...
Az do listka...
Az do Agaty...
Bo z tym ircem to calkiem dziwnie jest wiecie? ja naprawde 
nigdy nie widzialem tych ludzi. Pare dup przyslalo mi drutem zdjecia... 
hehehe, niektore niezle nawet byly... 
Ale ja nie o tym. Nie znalem ich, a raczej znalem czasem lepiej 
niz swiat do okola, niz ojca pijaka i ta... matke... 
jeeezuuu ja naprawde nie wiem dlaczego tak to sie stalo. 
Przy nich bylem kims innym, bylem lepszy, ciut prostak ale 
szlachetny na kanale, przyjaciel mlodych lamerow itp itd - same zalety. 
Duzo mnie to kosztowalo... czasem...w zyciu chcialem... 
zeby bylo tak samo... zeby byli tacy ludzie... 
Oj qrde no zebym ja byl taki jaki bylem tam......
<elza> martens z ciebie to sie mozna ubawic
<martens> :)
<martens> ooooooooo kochasia sie odezwala
<martens> bezimienny i ty jej pozwalasz jeszcze sie za nia wezme hehe
<> nie ma szans martens - przy tobie zmarlaby ze smiechu
...przy mnie moj drogi bezimienny ludzie umierali z innych powodow...
<martens> tiaaa napewno
/nick smiechu
<smiechu> |o|
<> :))
<elza>
<listek> hejka :)))
<smiechu> moja agatka :))))))))))))
<listek> twoja?
<smiechu> no pewnie a czyja
<> hehe znowu przyjaral
<smiechu> bezimienny przestan nie prowokuj :(
<> sorki
<> ale to prawda
<smiechu> juz nie
<listek> naprawde
<smiechu> :)
<listek> Marcin?
<smiechu> ?
<listek> cmok :))
<smiechu> :))
...czy to byl najpiekniejszy dzien w moim zyciu? 
Chyba tak tym bardziej ze ostatni hehehe.
Kiedy rozmawialismy, chodzilismy na spacery - brzmi jakby latami, 
a to tylko 4 tygodnie - powtarzala zawsze marcin nie musisz tego robic, 
jestes madry i dobry, tam na ircu nie udajesz, a raczej czasem nie udajesz. 
To tutaj sie zgrywasz na kogos innego, na mafioso czy co?! 
takiego cie nie chce... Chce cie tamtego - z irca...
No pewnie ja tez...ale w tym swiecie mnie juz takiego byc nie moglo...
Juz nie...
I zupelnie nie wiem kiedy to sie stalo...
kiedy umarl marcin a ozyl ten skurwysyn, 
ktorego potem zabily inne skurwysyny...
Marcin?
Tak?
Bierzesz?
Nie Agata, juz od dawna nie...
To skad to wszystko w szafie?
Zagladalas do szafy? Po co?
Nie sama sie uchylila - masz skopany zamek...
Nie rozmawiajmy o tym Agata, 
nie chce zebys wiedziala na ten temat cokolwiek...
Na jaki temat?
Na zaden...okay?!?!?!?!
Nie nie okay Marcin!!!!!!!!!!
Sprzedajesz?!
Tak...
cisza... to bylo tydzien temu... wyszla bez slowa... 
wyszla wypruta ze wszystkiego, z uczuc, z wartosci... 
Mowila wczesniej - bierzesz? ja cie wylecze... 
A ja....... zdrada... Nie kochanie nie biore, zabijam innych. 
jestem za sprytny zeby zabijac siebie...
Wyszla... nawet nie trzasnely drzwi...
Caly tydzien na ircu probowalem do niej zagadac... Na rozne sposoby... 
I wlasnie dzisaj nad ranem kiedy bezimienny powiedzial ze 
przyjaralem ona zrozumiala co chce powiedziec...
...juz nie dla niej - koniec z dealerka, dla reszty wystarczy ze nie jaram...
Gdybym zyl powiedzialbym ze to byla najlepsza decyzja w zyciu... 
I...ehhh byla...
<listek> cmok
query:
<smiechu> przyjde
<smiechu> moge?
<listek> szybko gluptasie :))
....nie zamknalem kompa... 
biegnac przez plac pomyslalem ze staruszkowie zalatwia mnie za rachunek 
ale co tam... Agata...dla niej to warto...
Ona i irc dali mi nowe zycie...
elza, bezimienny (za dwa dni jedzie do elzy hehe 
- jeszcze bedzie z nich para), krzysztof i ... ehhhhh... oni wszyscy tromba, 
jacol, misska.. po co wymieniac... moj swiat...
Kiedy otworzyla drzwi, polozyla mi palec na ustach, potem... 
potem usta na ustach, dlonie na dloniach, slowa? nieee... slow nie bylo... 
Nie mow nic - wierze
Agata...
Nie mow... prosze
To nie byl sex, po raz pierwsz w zyciu to nie byl qrde sex... 
milosc? Skad ja znam takie slowa?! Ja twardy martens dealer...
Ja nie wiem ile to bylo godzin... ja nie wiem ile to bylo chwil... 
Moze wiecznosc? Moze... Po prostu wiedzialem ze warto...
...Ze warto bylo nad ranem caly ten wor smiecia wywalic do kosza i podpalic...
Wtedy plakalem i zalowale ze juz nigdy nie bede taki jak na ircu, 
taki jakiego pokochala mnie Agata...
...To dla ciebie listek, to dla ciebie Elza, to dla ciebie bezimienny, 
to dla ciebie mlody... masz racje nie powinienem... 
to dla ciebie martensie z irca... zazdroszcze ci ... Agaty, zycia...
...spalilem towar dla wiecznosci zakletej w chwili w ramionach Agaty,
 zeby poczuc sie ircowym martensem...
Potem?
potem musialem zginac... Mafia nie wybacza...
Strzelili do mnie jak wracalem od Agaty...
Byla 23:00
Pomyslalem... dobrze ze nie wylaczylem kompa
moge od razu wskoczyc na irc...
listek tam juz bedzie...
I to tyle...


Powrot


Rozdzial III             ARMAGEDON
...tesknoty, marzenia, pomysly, zachcianki... real? on nie istnieje...
...nie ma mnie... 
nigdy mnie nie bylo. 
Normalna szarosc powszedniego dnia - zajecia na uniwersytecie. 
Studenci, studentki (hehe). Nie ma mnie...
Wlasciwie nigdy sie nie zrealizowal. 
Chcial byc lotnikiem jak wiekszosc malych dzieci ale oczywiscie 
nic z tego nie wyszlo. Tyle ze nie z powodu ulotnosci dzieciecych marzen 
- on taki nie byl - ale z powodu wzroku. 
Za slaby. Od tego wzroku zaczely sie jego nieszczescia. 
Nieszczesliwe, niezrealizowane marzenia. 
Ostatecznie zostal po studiach (tata chcial) mikrobiologiem. 
Bylo to o tyle meczace, ze nigdy go nie pociagalo niestety. Ojca tak. 
Czesto powtarzal - szczegolnie jak sie napil -nie ma mnie...
<armagedon_away> nie przeszkadzaj stary
<martens> wyluzuj sie bracie
<martens> zycie jest piekne no nie :)))))))
<elza> zostaw go
<elza> to kolejny ciezki dzien slawka
<martens> jak go zostawie to go te euej wykonczy calkiem
<elza> przestan
<martens> hej armagedon co z toba po co tu przychodzisz
<armagedon_away> przestan
chyba nikt poza elza nie wiedzial ze to on wlasnie zalozyl kanal.
To bylo tak dawno, ze teraz wydawalo sie nierealne. 
W ciagu tych trzech lat odezwal sie naprawde niewiele razy. 
Nie po to tu przychodzil. 
Wystarczala swiadomosc ze to jedno jest takie jak chcial... 
przyszli tu wszyscy i byli dla siebie. czesto tak rozni, 
ze nawet nie zdawali sobie z tego sprawy. 
Niejedna noc przegadal z martensem. 
W tym chlopaku bylo tyle buntu i niespelnienia - poniekad byli podobni. 
Jego obrona - zlosliwy dowcip - zwykla fasada. 
Czy ktos wiedzial ze pisal wiersze? I potrafil kochac... 
Kiedy go zabili armagedon milczal bardziej niz zwykle...
To on powiedzial mu ze jedynym wyjsciem jest zakonczenie tych brudow... 
Jakas ulotna rozmowa, jedno zdanie... Zrobil to...
Kanal niemal fizycznie oplakiwal swojego czlowieka...
Nie wszyscy go lubili ale byl ich...
Listek... plakala naprawde...
Armagedon pil dwa dni... 
Znowu mu nie wyszlo chcial pomoc tej dwojce i zabil chlopaka...
Nie bylo pocieszajace nawet to ze dwa dni pozniej dominik 
i elza spotkali sie... i zakochali w realu... po roku ... 
teraz mieszkaja juz razem. Musieli kupic dwa komputery...
Ale martens juz tego nie dozyl. 
Zawsze z nich zartowal ale i poniekad zazdroscil tego ciepla, 
ktore potrafili okazac sobie tak jawnie...
od nich sie uczyl....
Na kanale jest miejsce dla kazdego ale Armagedon nie szukal 
tutaj miejsca dla siebie... Nie ma mnie powtarzal. 
Byl away i tutaj w zyciu. Cale pasma niepowodzen: malzenstwo, praca, 
dzieci - nic nie szlo jak nalezy. 
Zawsze jego wyciagnieta reka martwiala w pol drogi 
- potrzebujacy okazywal sie mocniejszy, bardziej zaciety 
i perfidny niz jego wyobrazenie... Martens.... 
tego nigdy sobie nie wybaczy - po co? 
Po co z nim rozmawial, umoralnial, byl dobrym wujaszkiem z zasadami, 
ktory stara sie wyprostowac zycie niedjrzalego podlotka. 
Martens nie byl podlotkiem jak sie okazalo. 
Tyle, ze dla niego bylo za pozno. 
Postapil jak ktos starszy. 
Armagedon wiedzial, ze sam pewnie by sie nie zdecydowal. 
Ciagle porazki wyksztalcily w nim zasade przeplywania 
z pradem od zdarzenia do zdarzenia 
- w ten sposob nie mial problemow. 
To znaczy mial je nadal ale minimalizowal skutki.....
Brzydzil sie soba. na kanale go szanowano. 
Pytania co zrobic - zawsze trafialy do niego... 
Rozstrzygal mase spraw dla tych ludzi starszych i mlodszych 
ale nigdy nie zdecydowal sie na spotkanie z nimi twarza w twarz... 
bal sie. Wiedzial, ze to bylaby kolejna porazka. 
konfrontacja udowodnilaby jak jest slaby, 
doprowadzilaby do kolejnej porazki...
...Martens... wybacz... myslalem, ze robie dobrze, 
nie wiedzialem ze jest w tobie taka sila chlopie... 
Nie sadzilem, ze bedziesz w stanie... Nie wiedzialem... Chcialem....
Kolejna butelka saczona kieliszek za kieliszkiem przed ekranem komputera.
 Do nieprzytomnosci, Do toalnego upadku... 
To byly jego imprezy z przyjaciolmi, ktorych nigdy nie goscil w domu...
Teraz stanal przed kolejnym problemem - kanal sie rozlazil... 
Byl sukcesywnie zabijany naplywem osobnikow tak dalece ograniczonych, 
ze rozmowa z nimi byla bezsensem. A on z nimi przegrywal.
 Teraz wychodzila jego slabosc. 
Starzy na kanale liczyli na niego, a on mogl jedynie obserwowac 
jak dzielo jego zycia, jedyna rzecz jaka mu naprawde wyszla pograza sie 
w chaosie przeklenstw i marnotrawienia czasu na ciagle bitwy... 
Kanal umieral, bo on umarl juz dawno... Nie ma mnie... AWAY.
A to byl dopiero poczatek...
Koniec?
Koniec to Ashanti...
Byl sloneczny majowy poranek...
Przebudzenie z glowa na klawiaturze nie mialo nic wspolnego z oryginalnoscia. ten sam kac, trampek w gebie i... Nie - widok na ekranie byl inny niz zwykle w takie poranki...
RESET RESET RESET........


Powrot



Rozdzial IV    ARMAGEDON POWROT
...widok byl inny... 
pewnie nigdy sie nie dowie jak do tego doszlo ale kanal byl w rozsypce 
- starzy uzytkownicy pozbawieni hostow... kick, kick, kick ... 
wszystcy wylatuja raz za razem staraja sie wrocic...
a na gorze @ASHANTI
<ARMAGEDON> ASHANTI przestan...
REQUEST CHAT FROM ASHANTI
DO YOU ACCEPT  
D O   Y O U   A C C E P T ? ? ?
Yes
ASHANTI:
"Bede tworzyc
rozmachem szaleje mi ramie
hartownym mlotem
bedzie mi plomien mej sily..."
ARMAGEDON:
"O czym ty mowisz czlowieku? Po co ten balagan... 
Nie znam cie, wpadasz na MOJ kanal i walczysz? Po co? Dlaczego?"
ASHANTI:
"Kiedy umrze instynkt nareszcie bedziemy wyzwoleni... 
nie bedzie powodu analizowac, pytac, dociekac... 
Nasze ja bedzie NASZYM JA... 
Wtedy zapanuje milosc. 
Nieskrepowana i nieograniczona konwenansami szarego swiata - miejscem,
czasem, slubem, przywiazaniem... 
Nowy, prawdziwy swiat gdzie uczucia zapanuja nad rozumem, 
a slowo kocham nie bedzie czyms rownie zakazanym jak kurwa mac na kanalach..."
ARMAGEDON:
"Czlowieku ty jestes chory... Potrzebujesz pomocy. 
O co tobie chodzi..."
ASHANTI:
"Ucz sie. Zacznij byc ludzkim. 
Twoj malenki burdelowaty pokoj to jeszcze nie caly swiat. 
Twoje krzywdy i niepowodzenia to jeszcze nie caly swiat. 
Twoje kompleksy, milczaca obecnosc i nieobecnosc to jeszcze nie caly swiat.
Teraz to zeozumiesz bolesnie... 
Bede tworzyc dostosuj sie, pozwol dzialac instynktom albo... 
Odejdz w zapomnienie... Tako mowi ASHANTI... 
Mam do tego prawo bo bylam tutaj zaraz po tobie, nigdy mnie nie widziales? 
Wiec pora teraz mnie widzisz... 
Twoja decyzja czy ostatni raz ARMAGEDON - ojcze stworzenia... 
Jestem rowna tobie... Jestem nawet lepsza bo ja zyje a ty? Wegetujesz... 
Patrze na ciebie codziennie i..."
ARMAGEDON:
"ASHANTI - jestes kobieta? Skad ta zlosc. 
Ja ciebie nie znam wiec skad ty znasz mnie..."
...przerwalo - ekran zamigotal, potem ciemnosc... 
System wisi. Przeciez mial wszelkie zabezpieczenia, 
programy obronne i zautomatyzowane skrypty do ataku atakujacych... 
ale byl poza systemem... Ona to zrobila... Kim byla? 
Zycie zmienilo swoje oblicze... 
A bol byl straszny. jak ona mogla powiedziec to wszystko?! 
Przeciez to nieprawda...
... Nieprawda? napewno? Przeciez w koncu tak wlasnie zyl... 
Ale skad? Skad ona wie?... Skad ona wie?
restart
Nie mogl wejsc na hosta - on wlasciciel kanalu - 
nie mogl dostac nawet hosta. Gospodarz byl tylko jeden - ASHANTI...
<ARMAGEDON> ashanti to nie jest rozwiazanie
... kanal byl pusty jak nigdy...
<ASHANTI> jestescie dziecmi gorszego boga... Stworze was na nowo...
<ARMAGEDON> to jakas paranoja 
<ARMAGEDON> ashanti jestes nawiedzona... o co tobie chodzi...
<ASHANTI> o prawde, o czucie, o milosc...
<ASHANTI> O MILOSC slawku...
... jeeeeeeezu znala go, znala jego imie...
<ASHANTI> rozsadek musi zginac, zasady, fasady, konwenanse rowniez 
- rozumiesz?
<ASHANTI> ten kanal umieral do tej pory powoli przez ciebie 
- jestes martwy, a ja jestem zyciem...
<ASHANTI> jestes ulomny, a ja zdrowa
<ASHANTI> slawek...
<ASHANTI> chce ci tylko pomoc... bo cie kocham idioto od poczatku...
<ARMAGEDON> ale ja ciebie nie znam...
<ASHANTI> szukaj mnie wsrod zywych jesli potrafisz... 
zeby mnie znalezc - musisz byc, a ciebie ciagle nie ma - nawet teraz...
... pojawila sie Elza...
<elza> Armagedon co jest grane?
<ARMAGEDON> pytaj sie jej... ja... ja musze odejsc...
<elza> przestan!!! o co chodzi?
<ASHANTI> no wlasnie odejdz - to wszystko na co cie stac
<ASHANTI> panika, histeria, uzalanie sie nad soba... caly slaweczek
<elza> ashanti przestan
<elza> dlaczego to robisz?
<elza> skad u ciebie tyle zlosci
<ASHANTI> on jest moja zloscia... bede tworzyc nowy swiat 
- zobaczysz - spodoba ci sie ale to trzeba zrobic od poczatku i 
ON musi podjac decyzje czy zyje czy tez umarl na tym swoim 
AWAY z wodeczka...
<elza> chyba nie masz racji nie wiem... to nie jest w porzadku...
<ASHANTI> a co jest w porzadku? patrzenie jak ktos zdycha za zycia?!
<ARMAGEDON> ide
<ASHANTI> idz i pamietaj rozsadek umiera od dzisiaj 
- szukaj mnie w realu bo tutaj i tak mnie nie znajdziesz tak naprawde...
<elza> ARMAGEDON?
....wylaczyl komputer... zamarl w tak dalekim bezruchu 
ze nagle uslyszal cale miasto pedzace na jego spotkanie 
zza brudnych szyb jego kawalerki... Byl taki obnazony... 
Zaslonil firanki, chociaz to byl tylko gest nic wiecej... 
Nie poczul sie od tego bezpieczny. 
Siegnal po zapelniony do polowy kieliszek 
- pozostalosc po wczorajszym zwyklym wodczanym dniu... 
Zaraz zaraz... Przeciez to ONA powiedziala cos takiego... 
Szklo zamarlo w polowie drogi do ust... Reka opadla bezwiednie.  
Wstal, poszedl do kuchni i wylal calosc z kieliszka do zlewu. 
potem to samo zrobil z zawartoscia butelki i jeszcze dwoch 
innych kupionych na weekend... Tak do konca nie wiedzial dlaczego to robi.
 Kim ona byla i co znaczyle, ze posunal sie do tak zdecydowanego kroku...
 Zdecydowanie bylo niespotykane w jego zyciu od dawna...
...To byly bardzo ciezkie dni slawku. sam w domu 
- to normalne. ale tym razem zupelnie sam 
- bez towarzyszki w plynie, bez kanalu, bo bales sie Jej... 
i jeszcze wiadomosc na mailu... Od Niej...
"Slaby czlowieku
Nie obronisz sie przede mna. 
Trzy lata ustepowalam, udawalam, dostosowywala sie do Ciebie. 
Do Twoich ulomnych wartosci rodem z kostnicy... 
Juz nie... Juz nigdy wiecej Slawek... 
Nie obronisz sie przede mna... 
Twoj rozsadek tym razem przegra. Martens byl od ciebie silniejszy... 
pamietaj o tym. czy Ty jestes w stanie zyc tak gleboko jak On? 
Chce wierzyc ze potrafisz. Sprawdze to, bo... bo mi zalezy ty idioto na 
Tobie, a ty? Jak zwykle demonstrujesz tylko strach... strach ARMAGEDON!!!!!!!!!! Nie pozwalam... Nie obronisz sie przede mna...
ASHANTI"
... Zajecia bylu udreka. Mial wrazenie, ze wszystcy go obserwuja... 
jakby wszyscy studenci byli uzytkownikami kanalu i potepial go, 
ze tak latwo oddal wladze... tak latwo sie poddal... 
jakby wszyscy wiedzieli jak marne jest jego zycie... 
jakby znali go od podszewki...
8 godzin meki. Musial to zniesc. 
Wybiegl szybko z uczelni. Do najblizszgo baru - napic sie... 
Musial... Tak, pewnie tak do tego wszystkiego byl takze alkoholikiem...
siegnal do torby po portfel... 
na kontuar wypadla kartka. Odruchowo odwinal ja...
"nie zrobisz tego slaby czlowieku... ASHANTI"
ZNAL JA... i nie wiedzial kim ona jest...
... jego przerazenie siegnelo szczytu...
...Jesli swiat moze rozpadac sie w ciagu sekundy - 
Armagedon mial wlasnie taka sekunde... Obnazenie... 
Tak to czul i nie mial sposobu ucieczki...
Co gorsza Ashanti zaczela go pociagac swoja odmiennoscia. 
Byla zdziwaczala byc moze ale byal... 
A on? On juz od dawna w sumie nie tyle byl, co egzystowal 
na plaszczyznie zawieszonej gdzies pomiedzy rzeczywistoscia, 
upojeniem alkoholowym, a IRCem...
Ashanti... Nie wiedzial jak wygladala, nie wiedzial jak jest naprawde,
 bo przeciez te wszystkie teksty na kanale to po prostu maska, 
ktora kryla kogos kto mial wiecej odwagi niz 
on pomnozony dziesieciokrotnie i podniesiony do kwadratu...
Wyszedl z baru bez kieliszka. 
Cholera przez ta dziewczyne lamal kanony. 
zarastaly przez nia utarte sciezki a on wcale nie czul zalu. 
wrecz odwrotnie - byl jej poniekad wdzieczny, ze pokazala mu prawde,
 ktora znal ale juz dawno ukryl przed samym soba 
i calym swiatem tak gleboko, ze nie szlo sie do niej dogrzebac...
Armagedon wyszedl z kregu zapomnienia. 
ostatni raz mial tyle woli w wieku 12 lat... Szmat czasu...
Ashanti... Byla realna i na wyciagniecie reki. 
Teraz - po wyjsciu z baru - mial sile by ta reke wyciagnac, 
powiedziec: masz racje, jestem taki ale chce sie zmienic,
wrocic do samego siebie... Pomoz... Obiecalas... 
Ale nie wiedzial, w ktorym kierunku powinien ja wyciagnac.
Ashanti byla gdzies blisko, a jednoczesnie jedyne miejsce 
gdzie mogl ja znalezc to byl kanal, z ktorego go wypedzila...
bezwiednie Slawek przyspieszyl kroku. 
Do domu, do domu, do domu - jednostajny rytm krokow, 
kol tramwajowych i wogole calego miasta. O boze! - 
stanal jak wryty na srodku ulicy. ... 
Mam cel, chce tego, znajde cie Ashanti... 
pewnie sam nie wiedzial, ze krzyczy na srodku ulicy, 
mijany przez ludzi wracajacych do pudelkowatych domow, 
telewizorow i psow, ktore caly dzien siedzialy pod drzwiami 
i wyly w oczekiwaniu na swoich wlascicieli... 
On tez... Przerwal dopiero gdy wokol zaczal zbierac sie tlumek gapiow... 
Usmiechnal sie do nich i gnal jak szalony... 
Przestal byc takim psem zamknietym na wiele godzin w czterech scianach, 
oczekujacym pieszczoty, spaceru... 
Cel ... nieeeee: CEL - jak wielki eksperyment z wlasnym nijakim 
jak dotad zyciem. niczego sobie nie obiecywal 
- przyciagala go po prostu innosc Ashanti, niecodziennosc i bajkowa odwaga 
- nierealna ale i silna. Ashanti, ktorej z rozmachem szaleje ramie,
Ashanti ktora tworzy, Ashanti ktora jest blisko i nie mozna jej dotknac...
Odpalenie komputera po wejsciu do domu to tylko kwestia sekund... 
Jest kanal, haslo. Rzut oka................................................
Jest...
<ARMAGEDON> witaj Ashanti 
<ARMAGEDON> masz racje
<ASHANTI> jestes pewien
<ARMAGEDON> jestem
query...
<ASHANTI> wiedzialam, znam cie dobrze
<ARMAGEDON> czy... ja ciebie tez znam ... dobrze
<ASHANTI> slawek ty nie znasz dobrze nawet siebie
<ASHANTI> od ilu lat nie zauwazasz swiata, nie zauwazasz slawka...
<ARMAGEDON> chce cie poznac...
<ARMAGEDON> jestes przeciez blisko... ta kartka...
<ASHANTI> tworze slawek
<ASHANTI> stworze cie na nowo 
<ASHANTI> potem mnie poznasz
<ARMAGEDON> ale myslalem ze bedziesz blisko ze pomozesz
<ASHANTI> pomoge ale tutaj bo tutaj jest nowy swiat 
stad jest moja sila i rewolucja...
<ARMAGEDON> juz nie... juz nie musisz mowic w ten sposob... rozumiem
<ASHANTI> dobrze juz nie bede :)))))
<ARMAGEDON> smiejesz sie?
<ASHANTI> usmiecham i... dziekuje
<ARMAGEDON> ty mnie?????????
<ASHANTI> tak
<ASHANTI> kiedys...
<ASHANTI> byc moze zrozumiesz 
<ARMAGEDON> kiedy?
<ASHANTI> jak uznam ze juz czas ze juz zyjesz... 
pamietaj poki co to ja jestem gora ale... dziekuje oki?
<ARMAGEDON> nie mam wyboru przewodniku :))))
<ASHANTI> wiec zacznij zyc, wdomu, w pracy, na ulicy. 
Bede patrzec, bede wiedziec... 
Pamietaj - chce w tobie czlowieka a nie AWAY... 
Ehhhhh dlaczego ja to robie... 
Po prostu zacznij zauwazac ludzi i siebie, moze z czasem zauwazysz tez mnie...
<ARMAGEDON> wtedy sie poznamy naprawde?
<ASHANTI> tak...
... Oto opowiesc o swiecie, ktorego nie ma, 
a jednak spotkalo sie w nim dwoje ludzi. 
On - juz od dawna nie czul, 
Ona - czula, choc jej mysli krazyly niezbadanymi sciezkami... 
Oto opowiesc jak z bajki o tym, jak sie nie poznali, 
a jednak zrozumieli... W swiecie, ktorego nie ma... 
z ktorego przyszedl ARMAGEDON i spustoszyl czlowieka zwanego slawkiem... 
I opowiesc o Ashanti, ktora widziala to... 
I pomogla wyjsc slawkowi z cienia... Oto Opowiesc O Krainie IRC... 
swiecie, ktorego nie ma...
                                  *
                           *             *
...Kolejny dzien wstal dla slawka inaczej niz poprzednie.
 po pierwsze nie obudzil sie na klawiaturze komputera 
z odorem alkoholu w ustach. Prysznic, sniadanie i do pracy. 
Mial CEL. Spotkac ja, poznac byc pewnym.
Pierwszy raz szly mu wyklady. 
Byl pewien siebie, a studenci najpierw zdziwieni, potem juz ufni, 
bardziej niz zwykle zainetesowani tym co robi. 
Podobalo mu sie to. Wydawalo mu sie, ze osiagnal cel.
Ze otwarte zostaly od dawna zamkniete drzwi... tak mu sie wydawalo...
kryzys przyszedl kolo obiadu. Chcial pic. musial pic. 
Kiedy popijal normalnie nie odczuwal tego w ten sposob.
Nie czul sie alkoholikiem
Nie docieralo do niego, ze poszukuje mitu.
Stworzenia nierealnego. Przecez to mogla byc gra.
Tyle tego na kanale pustych slow, wymyslonych, 
a ciezkich opowiesci o zyciu.... raz nawet slyszal 
jak ktos mowil o dziecku... Swoim dziecku, ktore utonelo w basenie... 
Historia prawdziwa... czy wymyslona....
A teraz on sam poddal sie pedowi do czegos, czego byc moze nie ma.
Ale chcial tego i to bylo najwazniejsze. To sie tylko liczylo...
Niestety jeszcze mial przed soba godziny zajec... 
Najwiekszy sprawdzian. Nigdy nie lubil tej pracy i 
co gorsza studenci o tym wiedzieli. Wyciskali go jak cytryne. 
Pierwsze godziny poszly nad podziw dobrze. 
Byl pewny w glosie, wyluzowany. 
Ze zdziwieniem stwierdzal, ze to przynosi efekty, 
najpierw w postaci zdziwienia, potem ulotnego kontaktu i zrozumienia... 
Metoda. Wygladalo to tak jakby ktos otworzyl juz od dawna zamkniete drzwi. 
poklady energii i swiadomosci wlasnego istnienia byly efektem 
posiadania CELU. A on go mial. Tak mu sie przynajmniej wydawalo. 
To bylo wystarczajace zeby sie podzwignac... Tak mu sie wydawalo....
Alkohol. Byl jak sie okazalo problemem. 
kiedy pil wczesniej nie czul sie alkoholikiem. 
Jak chcial teraz przestac okazalo sie, ze bez wodki ciezko. Bardzo ciezko. 
Wchodzil do baru i wychodzil... Wchodzil i wychodzil. Byla obiadowa przerwa. Zawsze tu wpadal, bo nie wpadali tu studenci. Byl bezpieczny i u siebie jakby... Ale teraz? Obserwowany byc moze. Choc to nie mialo najwiekszego znaczenia. bardziej bolalo go, ze w ten sposob byc moze traci jedyna szanse poznania Ashanti. 
Mogl ja sobie wyobrazic, 
ale zawsze wychodzila z wyobrazni umiesniona kobieta z mieczem u boku..... 
Bal sie jej i pragnal. Picia tez, ale jej chyba bardziej. 
To byly dlugie zmagania. Nieraz ratowal sie ucieczka do wlasnego domu, 
do komputera gdzie byla ona. Gdzie byla pomoc dla niego. Ashanti...
Ona nabijala sie z niego. 
dawala mu marne albo nijakie szanse na obrone czy wytlumaczenie... 
<Ashanti> jestes alkoholikiem slawek
<Ashanti> przyznaj sie po prostu sie przyznaj
<armagedon> nie jestem Ashanti nie mow tak
<Ashanti> to nie pij
<Ashanti> pa
<armagedon> zostan
...
Najczesciej nie zostawala, a jezeli juz to po to zeby mu jeszcze dolozyc.
 Tym niemniej kazdego ranka budzil sie z postanowieniem ze dorowna Ashanti,
 ze ja spotka, ze zacznie nowe zycie... Tak minelo bodaj pol roku...
NIEROZDZIAL II - IRCPARTY wszelkie podobienstwa sa 
nieprawdopodobne (juz ja o to zadbalem)
EWIE
Jej Armagedon to jusz mnie napewno znienawidzi. 
jego opowiesc przerywana jest juz drugi raz... 
Trudna rada - machina dziejowa.
Opowiem wam historie...
Spotkali sie ludzie... Wczesniej znali  swoje pseudonimy.
 Nie!!!!! NickiName i poniekad wiedzieli co kto robi w zyciu... 
A poza tym? Umowili sie i przyjechali w jedno miejsce... 
czy ktos z nich mial jakies nadzieje? 
Na co? raczej jechali tam zeby zobaczyc z czystej ciekawosci. 
Zerojedynkowy swiat IRCa ma swoje prawa. 
jednym z nich jest stuprocentowa anonimowosc dopoki ktos nie uzna, 
ze chce sie odslonic... A tutaj? Real... 
Niewiele potrafia ukryc ci, co tak swietnie kryja sie w swiecie tamtym...
zalozmy ze bylo tak...
Ashanti jechala tam bo wiedziala, ze nie bedzie armagedona... |
reszta nie miala znaczenia, 
no moze tylko elza ale ona slowa nie pisnie bo nieraz mowila, 
ze to co robi Ashanti (w realu magda) jest ok... 
Jechala spotkac ludzi i udowodnic sobie to, co wparla slawkowi 
- ze jest silna, mocna, wytrwala. Wow - prawda byla zupelnie inna. 
Zaatakowala slawka na kanale zaraz po tym jak przez poltora 
roku probowala zagadac do niego na uczelni po wykladzie. 
Ile staran trzeba bylo zeby sie dowiedziec jaki jest konik slimaczka 
- tak na niego mowili studenci - potem kupic sprzet i nauczyc sie. 
Magda nie roznila sie niczym od innych ircownikow 
- jak raz zaczela to sie wciagnela i mimo, ze to wszystko dla niego 
- Armagedona, teraz jechala z tym samym postanowieniem 
- przeniesc IRC w real, poznac tych, ktorzy stoja za literkami, 
znaczkami, zerojedynkami...
pociag toczyl sie wolno... 
Niewielka stacja, gdzies w samym srodku gluszy... szumiacy las,
kaczki pana zawiadowcy i budka z oranzada w woreczkach foliowych...
Ashanti, magda wysiadala z wagonu rozgladajac sie na boki i szukajac 
- kto jeszcze? Kto jeszcze tam gdzie ja?
na kanale zartowali, ze przyczepia sobie karteczki na plecach - 
IRCPARTY, ale teraz ani ona ani nikt inny na dworcu 
takiej karteczki nie mial... Wysiadlo niewiele osob... 
Wiekszosc mlodych. 
W zasadzie kazdy mogl tutaj przyjechac w tym celu co ona 
ale o to tzreba zapytac... hmmmmmm latwo powiedziec... 
Tu nie byla Ashanti, byla magda, a magda nie miala odwagi 
zapytac nawet ktora godzina, byla wstydliwa...
Tlumek sie rozchodzil. jednych odebraly rodziny, 
inni poszli w swoja strone... Zostaly trzy osoby. Para 
- juz niemloda chociaz i niestara chyba. 
No moze 40stka. tak napewno cos kolo tego i mlody chlopak - na oko 17.
W jakis magiczny sposob byla pewna, 
ze to wlasnie oni, ze to czesc kanalu... 
W tym momencie nie mogla sobie przypomniec zdjec... 
pamiec platala jej figla zreszta zdjecia sa zawsze niewyrazne...
Drobna, mozna powiedziec mala stala na dworcu i czekala 
co z tego wyniknie. Pierwszy ruszyl mlody. 
Od razu z usmiechem na twarzy - do niej...
- ircparty?
- aha
- Anton - powiedzial i to musialo tlumaczyc wszystko... 
- a tak naprawde czarek - usmiechnal sie troszke niesmialo tym razem... 
Co innego anton z kanalu, co innego czarek na dworcu...
- Ashanti - uslyszala swoj glos i nagle przynajmniej to 
jedno stalo sie proste. 
Wypowiedzenie nasteonych slow do obcego czlowieka, 
ktorego widywala miesiacami codziennie, 
chociaz nigdy nie widziala jego twarzy... 
- znaczy magda - dodala i to tez tlumaczylo wszystko...
- Ashanti wojujaca - czarek tez ja znal 
- gadali kilkakrotnie nizobowiazujaco. 
On byl mlody i jeszcze nieczesto sie odzywal na kanale.
- myslisz ze ci starsi tez od nas?
- nie wiem. Mysle, ze tak. na cos czekaja. 
Nie wiem kto to moze byc. najpredzej Elza i Dominik...
- moze masz racje znasz ich lepiej. Chodz - zapytam...
tak, to jej stanowczo odpowiadalo. 
Niech on zapyta. tak dwrocily sie role. real zweryfikowal charaktery...
To byla Elza i to byl Dominik. 
Ashanti od razu wiedziala, ze ich polubi. 
Z odpowiednim dystansem pochodzacym od starszego wieku,
wykazywali ten jedyny w swoim rodzaju luz ludzi, 
ktorzy zyja w cyberprzestrzeni zakletych pokoi, 
miejsc, gdzie popija sie piwo bez piwa i gra sie w karty bez kart.
tam nie bylo wieku wiec i tutaj sila rzeczy jakby ginal, byl zbedny...
I tak sie schodzili. do poznego wieczora. 
na polane kolo osrodka wczasowego gdzie byly wynajete pokoje.
 Standard - Ashanti pamietala to z harcerstwa 
- ognisko, gitara, magnetofon, piwo i masa ludzi. 
bylo to dla niej niepojete zjawisko - znala ich w wiekszosci, 
a oni w wiekszosci znali ja. potrafili rozmawiac o pracy, szkole,
komputerach - jakby wczoraj dopiero co rozeszli sie z jakiejs 
wspolnej imprezy... No nie... Nie byli wszyscy tacy sami jak na kanale.
raczej w wiekszosci rozni. ta roznica hmmmmm, 
troche nieuchwytna jakby drobny brak ostrosci w porownaniu 
z tym co pamietala. to tak jak z czarkiem 
- na kanale cichy, tutaj dusza towarzystwa... to tak jak ona... 
czula sie obserwowana - wiekszosc uwazala ja za twardziela... 
Jeeezu jak sie mylili, a ona akurat dzisiaj,
akurat tutaj nie miala ochoty niczego zgrywac. 
zadziwiajace jak szybko real potrafil pogodzic sie z IRCem.
zaakceptowali swoje nowe wcielenia i mogli sie bawic,
bawic sie tak samo beztrosko jak to bywalo w dlugie zimowe noce na kanale...
Magda patrzyla na to i cieszyla sie, ze tak moze byc... 
potem wzrok spotkal spojrzenie... najpierw dyskretne... 
czula sie jak na filmie: z tlumu poruszajacego sie w zwolnionym 
dla niej tempie dookola ogniska wylonila sie twarz, a raczej oczy,
a raczej... nie nie wiedziala co... 
Nie wiedziala dlaczego wlasnie w tym momencie zrobilo to na niej 
az takie wrazenie. 
Badz co badz minelo juz pare godzin, widziala juz wszystkich. 
Ta twarz i oczy rowniez... ale nie w takim momencie kiedy 
nie zdarzyly sie ukryc, odbiec gdzies w dal lub udawac, 
ze patrza gdzieindziej, obserwuja z zainteresowaniem jakas 
konwersacje o PII czy innym MMX... 
ten stan ogarnal ja bowiem pierwszy raz... Wstala... 
poszla w druga strone, w cien lasu przestraszona tym co nagle
 sie w niej stalo. Nie to niemozliwe - mowila sobie - 
Armagedon, on sie liczy.Wydaje mi sie... to tylko przypadek ten wzrok... 
Cos sie w niej szarpalo, cos bilo na alarm i wymagalo od niej rzeczy,
ktorych cala sila woli nie chciala przyjac do wiadomosci... 
Probowala sie z siebie smiac - stara krowa i takie cos...
milosc od pierwszego wejrzenia powtarzala z wewnetrznym smiechem,
wcale niepewna czy wie z czego sie smieje, czy wogole sie smieje...
To jednak byl fakt... kiedy wrocila - siadl gdzies obok, potem blizej,
potem siedzieli blisko siebie. Dogasalo ognisko, 
a on jakby chcial je zastapic albo ogrzac sie jej blaskiem... 
wymienili spojrzenia... padlo pare slow nieistotnych... 
Tyle tylko, ze dowiedziala sie ze zna go juz od jakiegos czasu. 
Czesto rozmawiali o filmie, o kanale, o ksiazkach... 
podobne pomysly, podobne poglady. Lubila w IRCu... 
Teraz real dal reszte. jak w matematycznym rownaniu dwa i dwa jest cztery.
Poznala czlowieka, a raczej twarz dodala do wiedzy, 
ktora posiadala juz dawno i byla pewna ze calosc kocha. 
Teraz, juz w tym momencie mimo nierealnosci sytuacji, 
mimo gasnacego ognia i dogorywajacego mocno juz pijanego towarzystwa... 
on tez troche zdziwiony, ze to wlasnie ona, zrobil sie bardziej niesmialy. 
juz nie staral sie znalezc jej wzroku... 
zabijali czas rozmowa o malo istotnych sprawach: 
a co w domu, gdzie pracuje itp - powtorka z pierwszych rozmow na kanale... 
Jednak ona chciala czegos innego i on... 
nie tego nie wiedziala ale on tez chcial czegos innego.
Ogre, albo jak kto woli dawid chcial jej bliskosci, 
bo jak tylko ja zobaczyl wszelka przeszlosc zostala daleko za nim. 
Bardzo daleko. Wydaje sie ze nawet bardziej niz ona piescil ta 
chwile jakby niepewny czy przypadkiem nie naraza sie na smiesznosc 
i odrzucenie...
Desperacja uczuc byla wieksza niz zdrowy rozsadek, przynajmniej u dawida... 
po wielu godzinach wyciagnal reke i troche jak slepiec w czerwonym 
swietle plynacym od ledwie tlacych sie polan szukal reki Ashanti, 
magdy. Az ja znalazl. przyjela jego dlon bez sprzeciwu, a raczej z ulga. 
jakby sama miala to zrobic juz dawno ale brak odwagi hamowal jej ruchy. 
Przytulila glowe do jego ramienia i przypomnialy jej sie slowa 
z tematu starego szkolnego wypracowania - jakis cytat z wiersza:
CHWILO, JESTES PIEKNA
TRWAJ WIECZNIE
- chwilo jestes piekna, trwaj wiecznie - wyszeptala. 
A potem podniosla sie szarpana nagla odwaga wewnetrznej 
Ashanti - prowokujacej wojowniczki... 
Armagedon kolatal sie gdzies w jej umysle ale bardziej jako 
zszarzaly obrazek na scianie... Nie mial znaczenia... 
W zasadzie zrozumiala, ze nie mial znaczenia nigdy. 
Byl idealem, ktory siegnal bruku, a jej umysl podsunal 
jej mysl ratowania idealu... 
To tutaj bylo realne, choc tak do konca nie wiedziala jak 
to jest mozliwe, ze dzieje sie tak szybko... 
Z cala pewnoscia sytuacja nie nadawala sie na ksiazke... 
Dwoje obcych ludzi, ktorzy znaja sie w miare dobrze przytula sie do siebie, 
w nastepnym momencie spaceruje po lesie, a w nastepnym...
Noc byla ciemna, ciepla, szumiaca i tajemnicza...
Siedzieli na kocu. Objeci, przytuleni kazda czasteczka ciala 
jakby jeszcze smakujac milosc, ktora sobie dali przed momentem. Nasyceni...
Obok przechodzila para...
- patrz franek, jak oni sie kochaja!!!! 
Jeeeeezu stary! Kiedy ty taki byles?! - powiedziala paniusia, 
a pan juz tylko zabelkotal zbyt pijany na to zeby sklecic dwa slowa...
Odglosy pijanego wczasowiska - muzyka z radia, gdzies gitara, 
wrzeszcace dzieci i ich ojcowie pijani i szczesliwi wolnoscia 
wypoczynku przed kolejnymi miesiacami pracy ponad sily dla dobra rodziny... 
To wszystko przewijalo sie obok tak dlugo, 
az nie zasneli objeci w zbyt ciasnym spiworze, 
ktory dla nich byl bez dna, za wielki zeby sie naprawde dobrze dopasowac, 
zeby wycisnac do ostatniej kropelki przekazywana raz za razem milosc 
tylez cielesna, ile i duchowa... Do rana... 
potem juz nie slyszeli odglosow, 
zasneli wtuleni w siebie nie analizujac, 
nie myslac o tym co bylo ani o tym co ich czeka, 
co zrobia jak sie obudza tacy ostatecznie polaczeni 
w niespodziewanym impulsie wyobrazni, uczuc, porzadania...
mam zone... - te slowa powinny wiele zmienic. 
Powinny nawet wszystko zakonczyc... 
Ale nie w ich wypadku. 
To bylo teraz bez znaczenia, choc mialy nadejsc jeszcze takie chwile, 
w ktorych ten fakt bolesnie ich podzieli, 
a nawet - byc moze - rozdzieli na zawsze. 
Teraz jednak byli tak dalece w sobie zatraceni w budzacym sie poranku, 
zatraceni w sobie i w uczuciu, które wybuchlo, 
przyszlo z dalekoa, spoza granic pojmowania 
i zostalo miedzy nimi na te jedna noc i na wiele dni rozmyslan, 
przemyslen i tesknoty...
Ashanti, Magda zapomniala o Armageddonie....
ARMAGEDON FINAL  czyli rozdzialu III final... (moze sie uda skonczyc)
... Oczekiwanie bylo nieznosne... te wakacje byly nieznosne... 
chcial zeby zaczely sie wyklady, zeby mogl skonsultowac wyobrazenia 
z rzeczywistoscia, zeby mogl odnalezc swoja Ashanti... 
Najgorsze, ze niebardzo mial sie czym pochwalic. 
Dlugie dni oczekiwania nie pomagaly mu w kompletnej abstynencji... 
Co prawda JEMU wydawalo sie, ze pije mniej, duzo mniej. 
Prawda byla jednak okrutna - pil tyle samo. 
Mniej sie upijal, bo jego notrma troche wzrosla, 
organizm zrobil sie odporny... On niestety nie... 
tak bardzo chcial, ze oszukiwal sie codzien, 
po kazdym kieliszku, ze to ten ostatni. Potem juz nic... 
I przychodzily dlugie wieczory patrzenia na kanal gdzie 
nie bylo tego jedynego nicka, tego na który czekal, 
a doczekac sie nie mogl... 
Tak jak dawniej powoli tracil sile napedowa do wszelkich postanowien. 
Zaglebial sie w brudnych czterech scianach wlasnego 
niezbyt silnego jestestwa i... cierpial, bo wiedzial ze oszukuje, 
ze nie jest dobrze... 
Ile razy odpalal komputer, zagladal na kanal, 
milczal przez chwile i uciekal nazbyt slaby zeby obserwowac 
to miejsce bez brutalnego - jak mu sie kiedys zdawalo - wsparcia 
Ashanti... kanal obumieral pozbawiony swojego pana, 
rozszarpany urlopowymi wyjazdami wiekszosci uzytkownikow... 
kanal potrzebowal sily, a mial tylko Armagedona 
- zbyt slabego by poradzic sobie z soba samym, 
zbyt slabego zeby zaprowadzic odrobine porzadku w tym 
wirtualnym przybytku charakterow nie zawsze prostych, 
nie zawsze przystosowanych do wiekszych spolecznosci.... 
Kanal obumieral wraz z Armagedonem, który juz go nie widzial, 
juz go nie chcial, a raczej chcial z niego tylko jedna rzecz, 
jedna osobe. Chcial ja przeniesc w real powoli zdajac sobie sprawe, 
ze sam w realu i tak sobie nie bardzo radzi... jak? 
Jak mial ja zdobyc skoro teraz nie nalezal juz nigdzie... 
Gwalcony kanal wypchnal swojego mistrza na margines... 
Ludzie powoli zapominali skad pochodzi to miejsce, 
w ktorym jest im dane sie spotykac... 
A Armagedon, widzac to nie robil nic... czekal... czekal na cos,
na kogos kto byl dla niego nieosiagalny.
... Jak sobie to uswiadamial - znowu pil... i znowu zapominal... 
....i czekal...
Wakacje oczywiscie jak wszystko dobiegly wreszcie konca... 
Wrocila tez Ashanti...
<armagedon> Ashanti...
<armagedon> wrocilas
<Ashanti> tak
<armagedon> czekalem wiesz
<Ashanti> slawek to nie ma sensu
<Ashanti> przepraszam
<armagedon> nie rozumiesz
<armagedon> czekalem na CIEBIE
<Ashanti> slawek prosze
<Ashanti> mnie juz nie ma przepraszam mozesz mnie znienawidzic ale...
<Ashanti> nie wiedzilam ze tak wyjdzie nie bede 
cie oszukiwac nie gniewaj sie poznalam kogos
<Ashanti> slawek
<Ashanti> ale pamietaj co mowilam o tobie
<Ashanti> przeciez wiesz ze mam racje...
<armagedon> tak
...
I to byly ostatnie slowa na kanale zamienione miedzy nimi... 
Duzo pozniej sie dowiedzial kto to jest Ogre... 
Duzo za pozno... 
Pierwszy dzien po wakacjach byl dla slawka powrotem 
do starej rzeczywistosci. To znaczy on nigdy od niej nie uciekl ale... 
teraz juz nie musial, nie chcial sie usprawiedliwac przed soba 
samym i przed calym swiatem. 
Pil... pil tak jak zwykle, tak jak zwykle przemykal 
sie zatloczonymi ulicami i jak zwykle po pracy wlaczal 
komputer zeby usnac na klawiaturze i obudzic sie z ciezkim kacem... 
Kanal wyrzucil go na margines... Chociaz... 
Chociaz tylko szukal pretekstu zeby przyjac go powtornie, 
oddac sie w jego rece... W rece mistrza... 
Nikt. Dokladnie nikt z tych najwiekszych jego znajomych 
na kanale nie byl w stanie przeciagnac go na te lepsza, 
zywa strone... Paradoksem stalo sie to, ze to on wlasnie 
ktoregos dnia pomogl komus innemu podjac decyzje... 
To on ulzyl potrzebujacemu, mimo ze jgo los od zakonczenia 
tych wakacji byl przesadzony... armagedon nie umarl dla swiata...

Powrot

 

 

Rozdzial V      SAM
... Sklerodermia... 
Choroba chyba najmniej znana na swiecie, podstepna i brzydka... 
Zabiera w zasadzie tylko kobiety... 
Przez dlugi czas zabiera im to, 
co jest w pewnym sensie ich podstawa: urode, 
pewnosc siebie i niezaleznosc... 
Pod wplywem nieznanego czynnika skora twardnieje 
- napierw na dloniach, potem wyzej i wyzej... 
Przy odrobinie szczescia moze sie zatrzymac, powodujac po prostu... 
TYLKO - rozlegly paraliz unieruchomiajacy 
czlowieka w lozku do konca zycia... 
Jesli nie zatrzyma sie... 
Jesli sie nie zatrzyma tak samo skamieniale staja sie narzady wewnetrzne 
- przelyk, zoladek, jelita, ploca... wszystko... 
Nie kamienieje tylko umysl, 
nie kamienieje tylko wola walki kazdego czlowieka, 
wola zycia w twardym, bezwladnym prawie calkiem ciele...
... Joanna pol lezac spogladala na ekran komputera. 
Dzisiaj byla zbyt slaba zeby uderzac w klawisze wiec tylko patrzyla... 
palce owiniete grubo bandazami, 
zgiete w nienaturalne szpony tylko lekko dotykaly klawiatury... 
Miala im tyle do oddania, tyle do opowiedzenia i... coraz mniej czasu...
Dwa lata temu siedzac w pracy nagle odczula skurcze 
- jakby zaczatki reumatyzmu. Ale skad reumatyzm w wieku 25 lat? 
Poszla wic do lekarza. Jejku, co ci doktorzy nie wymyslali. 
Oczywiscie zaczelo sie od reumatyzmu, potem byly nerwice, potem... 
Juz nie pamieta co potem. 
Pamieta za to coraz wiekszy bol i coraz bardziej zesztywniale, 
opuchniete rece... 
Juz po 4 miesiacach znalazl sie nareszcie lekarz który powiedzial -
sklerodermia... 
Inni go wysmiali ale na krotko... 
W tym czasie Joanna zdarzyla spuchnac na twarzy...
Ten lekarz, ten odwazny powiedzial, 
ze dobrze jest cwiczyc rece. Nie bedzie od tego lepiej ale 
sprawnosc uda sie jak tako zachowac na dluzej... 
Moze niech pani pisze na maszynie - powiedzial... 
Krzysiek - jej mlodszy brat - mial lepszy pomysl. 
Kupili komputer. Nieraz widziala jak Krzys udajacy 
Krzysztofa przesiadywal przed ekranem rozmawiajac z ludzmi... 
Troche ja to zawsze dziwilo. 
widzisz - mowil do niej - Elza i Dominik poznali sie na kanale. 
On mieszkal za granica. Przyjechal do niej o sa razem... Super.
Kiedy indziej:
Armagedon znowu pije - ashanti jeszcze nie wrocila. 
Jezu ten czlowiek sie zalamal, a na kanale balagan...
Usmiechala sie wyrozumiale myslac, 
ze to bardziej wysublimowany rodzaj szczeniecej zabawy. 
Kiedy zachorowala, kiedy byla coraz bardziej zalezna od miejsca, 
a mniej od czasu, kiedy w koncu dano jej nadzieje, 
ze pukanie w klawisze pozwoli zachowac jej sprawnosc...
naucz mnie krzysiek. Chce robic to samo co ty...
To bylo naprawde latwe, a rozmowy na IRC zabawniejsze 
od plotkowania przez telefon z kolezankami. 
Albo co gorsza wizyty kolezanek w domu. 
Przychodzily i niby nie patrzac patrzyly jak twardniejaca 
skora obciaga jej czaszke, brutalnie obnaza zeby i 
wygina palce podobnie jak w przedsmiertnym skurczu... 
wstydzial sie za nie nie za siebie. 
Ona juz znala nieuchronny wyrok... 
One - calkiem niepotrzebnie staraly sie udawac, ze to nieprawda... 
juz zupelna przesada bylo mowienie - niezle dzis wygladasz, 
kiedy Joanna wlasnie ledwie potrafila opanowac kolejne fale bolu 
i bronila sie przed szalenstwem plynacym z silnych przeciwbolowych lekow...
Na IRC, na kanale tego nie bylo...
Tam byla SAM
Krzysiek obiecal, ze sie nie przyzna ze to jego siostra, 
a juz bron boze nie powie co jej dolega. 
Dlatego calkiem prosto udalo jej sie podtrzymac wizerunek starej joanny 
- tej sprzed choroby... Siedzac przed ekranem byla taka jak dawniej: 
najzabawniejsza, najpogodniejsza i najbardziej wyrozumiala...
To byly dlugie dni, dlugie noce... 
Przegadane, a kiedy palce bolaly, bolalo cale cialo 
- przemilczane... Coraz czesciej uciekala do tego swiata. 
Przed wspolczujacymi usmiechami rodzicow, brata, siostry, 
znajomych i przyjaciol. Przed slowami dzis lepiej, czujesz sie lepiej, 
czy czujesz sie lepiej??????.....................
Nie... nie czula sie lepiej ale dla tych najblizszych klamala, 
dawala im nadzieje... zawsze myslala - nie moge umrzec, 
bo oni sie zalamia. Miala jeszcze jedna siostre... 
kiedy Aga miala 5 lat wpadla pod samochód... 
Joanna dobrze pamietala co wtedy dzialo sie w domu... 
Nie! musiala wytrwac, musiala wierzyc, ze chorobe da sie opanowac, 
ze musi tylko wytrzymac az ktos w koncu wymysli skuteczny lek... 
nie zawiedzie ludzi, ktorych kocha... Ale jej cialo ja zawodzilo... 
Uciekala wiec do dawnej Joanny pod postacia SAM...
<SAM> jejciu ale super dzionek dzisiaj mialam
<Elza> SAM nie przypominam sobie zebys miala kiedys zly
<Elza> tyle w tobie pogody nie wiem skad to bierzesz...
<SAM> nie wiem
<SAM> to troszke przez was
<SAM> no i dzien jest naprawde piekny ehhhhhhh
<SAM> :-))))))
<Elza> pewnie masz racje to ze mnie juz taka stara dupa ze tego nie widze
<SAM> hihihihi stara dupa
<SAM> nio nio a kika z banem kcesz? ;-)
<Elza> niooooooo przydalby sie hihihi
... Nie musiala mowic o niczym konkretnym. 
Wszyscy robili sie weseli jak tylko sie pojawiala. 
Rozyczki, kwiatuszki, inne skrypty az fruwaly po ekranie dopoki 
ktos nie podniosl buntu... I wszyscy wiedzieli, ze sa takie dni, 
kiedy SAM milczy... Nie wiedzieli dlaczego... 
Ale zawsze dochodzili do wniosku, ze nawet najpogodniejsza SAM 
czasem moze miec slabe dni... Tylko krzysztof wiedzial 
i jak widzial swoja siostre - jej nicka - na ekranie: milczacego 
i dla niego najsmutniejszego... Wylaczal komputer i biegl z akademika 
do rodzicow zobaczyc jak sie czuje Joanna...
Zawsze ja to denerwowalo. Od razu robila sie zywa... 
Nie zwazajac na bol, dretwiejace rece...
Pisala, zagadywala. Dla niego, dla brata, 
zeby nie widziec jego zaniepokojenia...
czuje sie dobrze - mowila - naprawde. 
Usmiechala sie naciagnieta bolaca twarza i pukala 
w klawisze starajac sie nie myslec jak to boli...
Tak mijaly miesiace... Choroba nie zatrzymala sie na bardziej 
optymistycznym etapie. 
Zaatakowal nogi, klatke piersiowa, wszystko... 
teraz bol towarzyszyl równie? oddechowi, 
teraz bol towarzyszyl wszystkiemu... 
Nadal powtarzala sobie, ze nie moze, ze dla nich musi wytrwac 
i widziala ojca i matke po smierci siostry... 
Powinna sie nimi zajac na starosc, nie moze ich opuscic... 
Wiec jak mowili, ze wyglada dzis lepiej potakiwala, 
usmiechala sie i zartowala z nimi...
Ale miala dosc...
<armagedon> z czego sie tak cieszysz
<SAM>nie wiem
<SAM> bez powodu
<SAM> powody sa niepotrzebne czasem
<armagedon> tak pewnie masz racje
<SAM> a ty?
<armagedon> co ja?
<armagedon> mnie nie ma
Z jakiegos powodu opowiedzial jej cala historie zycia, 
a przede wszystkim opowiedzial jej o Ashanti 
- ostatniej desce ratunku, która byla tylko uluda. 
Nie da sie kims naprawic wlasnych bledow...
<SAM> tak masz racje swoje bledy musisz naprawiac sam
<SAM> przeciez mozesz przestac pic
<SAM> popatrz ludzie tutaj maja do ciebie szacunek
<SAM> mozesz
<armagedon> co moge?
Chciala mu napisac mozesz im udowodnic, 
ze jeszcze jestes, ze kanal cie nie odsunal... 
ale choroba jej nie pozwolila. 
Potem dlugo juz nie mogla rozmawiac ani z armagedonem ani 
z nikim innym bo wyladowala w szpitalu... 
Zaksztusila sie herbata, ktorej przelyk nie potrafil przelknac...
Kiedy znow wrocila na kanal byla naszpikowana kroplowkami, 
lekami i takimi tam... Ale dalej mowila, ze bedzie lepiej, 
ze daje rade. Choc w glebi duszy wiedziala, ze to nieprawda...
To byl ostatni raz... Ostatni raz kiedy jeszcze miala 
sile wystukac kilka slow... 
Potem poprosila krzyska zeby pisal za nia... musiala tak zrobic... 
<SAM> armagedon nie wiem czemu ale
<SAM> powiem ci prawde 
<SAM> po prostu musze komus powiedziec a ty jestes 
chyba najmniej odpowiedni
<SAM> najbardziej oderwany wiec...
<SAM> wiec bedzie ci wszystko jedno
<armagedon> wow ciekawy rodzaj zaufania SAM
<SAM> armagedon
<SAM> ja umieram
...
...
...
...
...
...
<armagedon> zartujesz
<SAM> nie uwierz ahhhhhhh nie moge pisac
<SAM> poczekaj
... krzysztof nie wiedzial jak zareagowac na jej propozycje 
ale zgodzil sie w koncu, 
bo wiedzial, ze jak tego nie zrobi jego siostra bedzie pisac sama, 
a wbrew ciaglym pocieszenio z serii dzis jest lepiej wiedzial, 
ze to nieprawda... Kochal siostre i nie mogl sobie wyobrazic, 
ze jej nie bedzie...
Wiec napisal to, co mu podyktowala. Cala opowiesc w ciszy armagedona. 
Pisal i myslal, ze on po prostu sie zapil i juz i tak nie czyta...
...nie mam juz sil na nic. 
Nie mam sil pisac, nie moge pisac, nie moge mowic, 
a kropla wody moze mnie zabic... 
Staram sie wytrwac dla krzyska, dla rodzicow... 
ale sama stracilam juz nadzieje...
Krzysiek skonczyl. Spojrzal na Joanne.
Naprawde? - nigdy mi tego nie powiedzialas. A jemu tak...
Tak Krzysiu - jemu tak. Bo jemu i tak wszystko jedno, 
a wam nie... tylko nie mow rodzicom. Obiecaj!
......Dobrze......
<armagedon> po co?
<SAM> co po co?
<armagedon> posluchaj!!!!!
<armagedon> po co to robisz. 
Czy naprawde myslisz ze w ten sposob im pomagasz ze pomagasz 
sobie przede wszystkim nawet jesli to rodzina nawet jesli 
to najglebsze rodzinne uczucie nie sadze zeby oni 
byli zadowoleni z tego ze cierpisz ze umierasz cierpiac 
bo przeciez smierci i tak juz nie ominiesz 
<armagedon> wybacz
<armagedon> sorki zapedzilem sie ale...
<armagedon> ale to nie ma sensu czy naprawde sadzisz 
ze to ze oni sie pocieszaja ty ich pocieszasz 
a oni ciebie ze to wszystko cos zmienia
<armagedon> SAM qrrrrde Joanna ty cierpisz
<armagedon> jeszcze wczoraj uwazalem ze moja rana jest bolesna ze... 
glupi jestem rozumiesz a ty jestes wielka ale... 
nie pomagasz im nie pomagasz sobie
<armagedon> krzysztof sorki
<krzysztof> Nie armagedon masz racje
Krzysiek plakal. Ale wlasnie teraz uswiadomil sobie czego on, 
czego oni wszyscy oczekiwali od Joanny. 
Chcieli zeby oszukala smierc, zeby wykonala niemozliwe... 
Zadawali jej bol... w imie milosci do niej...
Kiedy wieczorem przyszli rodzice. 
Kiedy wieczorem przyszli rodzice...
ona jest zmeczona...
musicie jej pozwolic...
... synku, co ty mowisz?!
Pozwolcie jej odejsc
Pomozcie jej odejsc...
Tego juz nie zmienicie, a ona zyje, nie!! cierpi dla was, 
dla mnie, dla nas wszystkich. Nie rozumiecie????? 
To juz nie jest silna i wesola Joanna...
...co ty mowisz... ona walczy bo jest uparta... synku...
Nie mamo ona udaje dla nas bo jest uparta... pozwolcie jej odejsc...
Cisza byla ... cicha... Krzysiek plakal... ale wiedzial, 
ze robi slusznie. Te kilka slow od armagedona, od slawka 
- czlowieka, ktoremu nigdy nic nie wyszlo pokazaly mu 
jakim czlowiek moze byc egoista nawet w obliczu smierci 
najblizszej mu osoby. Nie martwili sie ze Joanna cierpi, 
martwili sie co zrobia bez niej... pijany armagedon widzial 
jej cierpienie lepiej, choc tak na dobra sprawe Joanny nie widzial wcale...
Milczenie...
Cisza...
To twalo dlugo...
potem matka wstala i poszla do pokoju Joanny.
Krzysiek jeszcze raz w uchylonych drzwiach zobaczyl dlon... 
Ale zapamietal ta inna sprzed wielu miesiecy... gestykulujaca i zywa...
Trzy dni pozniej wszedl na kanal i napisal do armagedona...
<krzysztof> SAM juz nie cierpi...
...
...
...
<armagedon> o boze...
Powrot

 

Rozdzial VI   KRZYSZTOF
... tak wiele moze zmienic brak jednej osoby... 
jednej bliskiej wspanialej osoby... 
Od dziecinstwa mial siostre zawsze. 
Byla starsza, madrzejsza, czasem mu dokuczala jak to siostra... 
Teraz odczuwal jej brak bardziej niz kiedykolwiek... 
... Armagedon... hmmmmm ... Armagedon przyjechal na pogrzeb S
AM - Joanny... Krzysztof poznal tego starego z twarzy i niemlodego 
wiekiem, zniszczonego piciem czlowieka i od spotkania na dworcu, 
od pierwszego spojrzenia poczul z nim tak wielki zwiazek, 
poznal ogromne zrozumienie...
przepraszam Krzysztof, przepraszam - drzal na calym ciele, 
az czuc bylo jak bardzo wydaje sie byc winny tych zapalczywych slow, 
które wypowiedzial niezbyt trzezwy na kanale... 
to nie tak Armageddon.... to nie tak - miales racje. 
Jakkolwiek do tego doszedles, czy z litosci, czy tez z nienawisci 
albo braku swiadomosci - miales racje... Joanna... 
... Joanna musiala odejsc... musiala wiesz? To nie twoja wina...
To nie moglo przekonac Armagedona... 
zapadl sie w sobie jeszcze bardziej niz zwykle... 
Nie chcial isc do domu z Krzyskiem ze wzgledu na rodzicow... 
co im powie... co im powie... 
Moi drodzy panstwo pogadalem z panstwa dziecmi i... Joanny juz nie ma...
Krzysztof jednak sie uparl 
- oni nic nie wiedza - tak jest lepiej. Zreszta to my 
- rozumiesz!? MY musielismy pogodzic sie z ta decyzja... Boze... 
Nie mowmy juz o tym. Chce ja pamietac jako SAM. Pamietasz SAM prawda?
Tak Krzysztof pamietam. Zawsze patrzylem z podziwem na twoja siostre. 
Na to jak pojmuje zycie. Ja... ja nigdy tak nie bede umial... 
Zaluje... ze nie moglem poznac jej lepiej...
Czy smierc moze cos zmienic na lepsze?
Nie?
A jednak w malenkim swiecie IRC tak wlasnie sie stalo. 
Armagedon wbrew wszystkiemu wrocil. Nie nie przestal calkiem pic... 
Chyba nigdy nie przestanie... 
Ale pogodzil sie z kanalem, a kanal wybaczyl mu zaniedbanie... 
To bylo wiosna...
<armagedon> na rogu tej starej mapy jest kraj do ktorego tesknie
<armagedon> jest to ojczyzna jablek cierpkiego wina i milosci
<armagedon> re panie i panowie
<armagedon> milo was znowu widziec
<armagedon> naprawde widziec
<krzysztof> re armagedon witaj :)
<elza> hejka kapitanie
<ogre> witay
....
query:
<listek> niestety wielki pajak rozpial nad nim swoja siec
<listek> i lepka slina zatkal rogatki marzen
<listek> tak jest zawsze...
<armagedon> nie listek nie tutaj
<armagedon> od dzisiaj u mnie
<armagedon> do marzen prawo ma kazdy
<armagedon> listek
<armagedon> ja wrocilem...
...
<listek> sluchajcie armagedon wrocil
<krzysztof> :)
<listek> wierzysz krzysztof?
<krzysztof> tak listek wierze
<elza> a czemu nie?
<listek> armagedon a gdzie byles przez ten caly czas 
kiedy mielismy tu bezopie
<armagedon> masz racje nie bylo mnie
<armagedon> pewnie wtedy kiedy powinienem byc ale... teraz jestem
<krzysztof> listek przestan
<krzysztof> nie wiesz
<krzysztof> nie wiemy jak mu jest jak mu bylo
<armagedon> krzysztof przestan ona ma racje
<krzysztof> jaki byl powod nie wiemy
<listek> ehhhhh
...
query
<krzysztof> agata naprawde duzo nie wiesz
<listek> moze masz racje
<listek> moze podswiadomie winie go za martensa
<krzysztof> niepotrzebnie
<krzysztof> martens wybral i pewnie wybral dobrze
<listek> dobrze????
<listek> przeciez nie zyje!!!
<krzysztof> a chcialas go miec takiego jaki byl 
zanim zdecydowal ze skonczy z tym swinstwem
<krzysztof> powiedz
<listek> co ty wiesz
<krzysztof> wiem
<krzysztof> uwierz mi agata wiem
<listek> wiesz mija rok 
<listek> ja za nim tesknie
<listek> gdyby armagedon sie wtedy nie odezwal martens by zyl
<krzysztof> ale czy bylby szczesliwy?
<krzysztof> kiedys ze mna rozmawial
<krzysztof> mowil ze mu zalezy tylko na tobie 
ale wstydzil sie przed toba tego co robil
<krzysztof> bal sie ze go odtracisz jak sie dowiesz
<listek> masz racje
<krzysztof> wiem 
<krzysztof> moja siostra umarla
<krzysztof> cierpiala bo 
<krzysztof> myslalem
<krzysztof> myslelismy
<krzysztof> aaaaa niewazne to bylo po prostu podobne
<krzysztof> ktos musial znalezc rozwiazanie dobre dla kogos kto cierpi
<krzysztof> najblizsi tego nie potrafi ze wzgledu na 
<krzysztof> egoizm egoizstyczna milosc
<krzysztof> gdyby armagedon sie nie odezwal zylby martens 
i nie bylby szczesliw
<krzysztof> cierpialby bo nie moglby liczyc na ciebie
<krzysztof> gdyby armagedon sie nie odezwal
<krzysztof> zylaby moja siostra
<krzysztof> ale cierpialaby od fizycznego bolu tylko po 
to zeby zaspokoic moja i rodzicow
<krzysztof> egoistyczna milosc do niej
<krzysztof> to prawie to samo
<listek> nie wszystko rozumiem
<listek> ale
<listek> chyba masz racje
<listek> to kwestia dystansu
<krzysztof> tak to kwestia dystansu agata
...
jakis czas pozniej...
query
<krzysztof> dzisiaj mialem egzaminy
<listek> i?
<krzysiek> na trojeczkach ale poszly
<listek> nie wiem czy mam ci gratulowac
<listek> na trojczynach??????
<listek> bueeeee
<krzysiek> listek
<krzysiek> ty brutalu!!!!!!
<krzysiek> zdalem przeciez
<listek> no dobra dobra
<listek> gratuluje
<listek> cmok 
<krzysztof> oooooo
<krzysztof> tx
<krzysztof> to mile
<listek> aaaaaa bo jakos mi tak
<listek> dobrze mi sie z toba rozmawia
<krzysztof> wlasnie
<krzysztof> moge powiedziec to samo
<krzysztof> :)
<listek> :)
<listek> robie spotkanie w warszawce w przyszlym miesiacu
<listek> przyjedziesz?
<krzysztof> do ciebie
<krzysztof> hmmmmm
<krzysztof> musze sie zastanowic
<krzysztof> :)
<listek> ooo teraz sie odgrywa gupek nio
<krzysztof> no dobra
<krzysztof> zebys potem nie zrzedzila
<krzysztof> przyjade
<listek> :)
<krzysztof> :)
***
Nie tylko na IRC samotnosc laczy, nie tylko na IRC laczy brak... 
Listek i Krzysztof bardzo szybko dowiedzieli sie, 
ze w realu jest tak samo zabawnie. Radosc zycia 
- to dala im zupelnie przypadkowa znajomosc rozpoczeta zbrataniem 
z powodow tak okrutnych, ze az smiesznie brzmi 
- i tak rozpoczela sie milosc.
W Warszawie Krzysztof poznal osobe co do ktorej mial pewnosc, 
ze jest w stanie spedzic z nia dlugie godziny na rozmowie. 
Tyle razy mieli wspolne tematy. Z biegiem czasu martens i sam 
- przyczyna ich zrozumienia 
- zajeli nalezne im miejsca 
- w glebokiej obsypanej bolem przepastnej pamieci... 
A oni pokochali sie...
W Warszawie to co rozpoznali w sobie na IRC doswiadczyli naprawde... 
Pekly lody... I czas poplynal dajac im szanse na stworzenie 
czegos prawdziwego... Nie nie dawal pewnosci... dawal szanse... 
tak jest zawsze... .
Powrot

 

Nierozdzial  KTORYSTAM 
Ta ksiazka i tak juz nigdy nie bedzie normalna tak, 
jak nienormalny jest swiat do ktorego sie zalogowalismy, 
z ktorego kozystamy jak z protezy zwyklej szarej 
codziennosci wiec tak sobie mysle, ze juz nikt i nic mnie 
nie powstrzyma od tych wszystkich wtracen... 
Zreszta ja naprawde jeszcze nigdy nie przeczytalem w calosci 
tego co napukalem w klawisze i dlatego moze czasami musze 
sobie sam poskladac po kawalku mysli i... a zreszta co ja tlumacze?????
Tak ma byc i juz....
Taka noc moze? Kto to wie. 
W kazdym razie zastanawiam sie ostatnio dlaczego 
IRC jest wlasnie taki i dlaczego cale to moje pisanie choc 
z jednej strony takie podobne do ircowego realu jest 
nieporownywalnie w wielu momentach inne od tego co na kanalach... 
Nie wiem po prostu czego tak naprawde szukamy... 
Czego oczekujemy? Od wielu dni nie moge znalezc jakiegos klucza, 
wzorca definiujacego te wszystkie blahe rozmowy i zarazem 
wielkie przyjaznie tak ulomne bo w wiekszosci tylko literkowe... 
Czy mo?na je przez to umniejszac? Ha! Jeden akapit a juz tyle pytan... 
A tutaj jeszcze jedno: czy mamy prawo pozbywac sie 
rzeczywistosci dla modemow i drutow i literek....
A chociazby to:
Spotkali sie ludzie, ktorzy znali sie tylko z IRCa. 
Spedzili ze soba 3 dni... Gdzie jest lepiej... 
Lepiej rozmawiac na kanale bo swobodniej, 
czy lepiej poddac sie uwarunkowaniom, wbic w garnitur 
wlasnej skrepowanej otoczeniem osobowosci ale za to miec 
do czynienia z prawdziwymi ludzmi...
Przez trzy dni ludzie w realu - widzac sie, zartujac, 
smiejac, pijac i wypoczywajac - ani na chwile nie zapomnieli 
skad sie znaja i nie zapomnieli o tych, 
ktorych w realu nie mieli okazji spotkac... 
To jest potezna sila, nieokreslona lacznosc czy wiez. 
Ale istnieje naprawde mimo, ze pochodzi z tak fantastycznego 
i nienamacalnego swiata...
Tworzymy chaos. I w tym chaosie budujemy swiaty 
- czasem z marzen, czasem z dalece ukrytych przyzwyczajen, 
a czasem ze zwyklej niesmialosci...
Tylko czy mamy prawo do zapominania o PRAWDZIWEJ milosci, 
o prawdziwych uczuciach i osobach tylko dlatego, 
ze mamy swój wspolny jezyk, swój swiat tak odlegly dla wiekszosci... 
Odczulem to ostatnio bardzo namacalnie... 
To troszke syndrom prawnikow - jak sie razem zejda gadaja o kodeksach... 
A jak myslicie o czym rozmawiaja uzytkownicy irca jak juz 
sie zejda w realu? O ircu... Bez wzgledu na miejsce i pore. 
O IRC - swoim wszczechswiecie, ktorego tak naprawde nie potrafia 
zdefiniowac...
Jesli ktos z boku powie, ze to wszystko zabawa, 
ze to jak narkotyk - bezsens bez konca i bez poczatku 
- potrafimy przytoczyc mase, naprawde mase argumentow, ze tak nie jest... 
Bo poznajemy nowych ludzi, bo nie ma ograniczen, bo... 
a co ja wam bede mowil - sami wiecie... 
najgorsze jest chyba to, ze w pewnym sensie mamy racje... 
napewno nie wykrece teraz kota ogonem i nie powiem, 
ze bez sensu jest wszystko co mnie laczy z kilkoma osobami wlasnie 
tu - na IRC - mimo, ze nie mialem ich okazji poznac w rzeczywistosci. 
Zastanawiam sie tylko, czy nie popelniamy jakiegos bledu  
tak bardzo ufajac w nasz swiat... ktos, 
kto patrzy z boku na nasze rozmowy kreci tylko glowa i mysli sobie: 
co by bylo gdyby musieli zgadzac sie ze soba normalnie, 
tak naprawde. Ojjjj zginelyby wtedy usmiechy i serduszka... 
czasami mysle, ze oni tez maja racje... 
Czy nie jest tak, ze tylko tutaj wyzbywamy sie w zasadzie calej zlosci? 
Czy nie jest tak, ze odpalamy nasze puterki wtedy gdy jest na zle, 
gdy nie zgadzamy sie z otoczeniem.
Odpalamy i.... :) 
Od razu. Czasem sie tego boje. Boje sie, 
ze po pewnym czasie TUTAJ stajemy sie bardziej realni niz w realu...
I gdzie zlapac dystans w takim razie...
Czy rozwiazaniem jest wciagnac naszych bliskich, 
przyjaciol w nasz krag. W krag naszych impulsami pisanych znajomosci? 
Czy to wystarczy?
A co powiecie o flirtach i milosciach? Zonaci panowie 
rozbierajacy textem cudze zony? Wymyslam? Moze tak, 
moze jestem skrzywiony czy jak? Moze tak. 
Ale nawet jesli to skrajne wypadki to i tak nietrudno sobie wyobrazic, 
ze moga namieszac w realu. Cos zepsuc... 
Niewiele naprawic, bo przeciez prawdziwych niepowodzen nie 
da sie ukryc poprzez napisanie nawet 1000 pieszczotliwych 
sexualnych textow... Przesadzam?
Raczej nie... 
Zgadnijcie jakie sa pierwsze texty na kanale puszczane 
do kogos z damskim nickiem? Ojjjjj nie udawajcie, 
ze nie wiecie... sa takie same w 70 przypadkach na 100. 
W 10 przypadkach trafia na kogos, kto wlasnie ma w zyciu dziure, 
wyrwe i... I zupelnie nieswiadomie pakuje sie w historie, 
która z  samej definicji nie moze miec konca... 
Wystarczy policzyc ile jest wypadkow udanych zwiazkow rodem z IRC. 
Ile znacie osobiscie?????
Obawiam sie, ze najwiecej znajdziecie w moim pisaniu, 
bo ja jestem niepoprawnym romantykiem i tylko czasem 
napada mnie pragmatyzm... Pewnie teraz tez...
Wyglada na to, ze sie zradykalizowalem co?
No niezupelnie... sam darze sympatia kilka osob na IRC. 
Nie wszystkie mialem okazje poznac osobiscie. 
Co smieszniejsze dwie najblizsze mi duszyczki na kanalach sa tak daleko, 
ze sie wcale nie zdziwie jak ich nie zobacze nigdy... 
Ale wiecie co? Najbardziej mi brakuje tego, 
ze nie moge z nimi rozpalic ogniska w lesie, 
ze nie mozemy razem wypic piwa i pogadac o tym wszystkim oczym 
gadamy tutaj na sieci po nocach tyle ze tak naprawde 
- twarza w twarz... To tak duzo daje...  
Wielkie to przyjaznie i szczere ale uposledzone od samego poczatku...
To nam zabiera IRC...
To jest nasz swiat. 
Wybralismy go i bron boze nie chcialem marudzic nad jego ulomnoscia 
bez sensu. Tak tylko jakos. 
Ehhhhh - spotkalem ludzi ktorych znalem wczesniej tylko 
z literek i teraz mi ich brakuje. 
Nie ma literek, które moglyby ich zastapic...
A jak pomysle o tych, z ktorymi nie dane mi sie bylo spotkac 
i jak wiele przez to trace - zastanawiam sie...
A wy nie?
My oddzielamy nasz swiat od TAMTEGO 
- najczesciej wlasnie to robimy. Niepotrzebnie... 
Jestesmy pelniejsi przez polaczenie obydwu... 
Trzezwiejsi w patrzeniu na innych ludzi i na to, 
co mozemy spowodowac przez zatracenie tego prawdziwego - realnego zycia...
Boze zaprzeczylem sam sobie chyba z tysiac razy, 
a i tak nie ma w  tym konca... I nie bedzie...
Potencjal. Potencjal szczerych prawdziwych uczuc drzemie gdzies tam 
- miedzy jednym kanalem a drugim 
- a my albo go spalimy miedzy soba, 
albo bedziemy potrafili zrealizowc nasze marzenia w rzeczywistosci, 
bedziemy potrafili pokazac sie na zewnatrz, 
bedziemy w stanie przelamac nasza niesmialosc... 
Swiat nie jest az tak zly zebysmy musieli go odrzucac... 
W realu moglibysmy rownie swietnie sie bawic, 
rozmawiac i poznawac. A nawet byloby to ciekawsze i pelniejsze.
Taki mój wniosek...

Powrot

 

Rozdzial VII   (ktos je kiedys policzy hehehehe)
OGRE (znany juz)
Gdzie jestem? Dokad zmierzam? jakie jeszcze drogi beda 
prowadzic mnie do krainy za czterema bramami? 
Czy ja mam to wiedziec... 
Jesli nie ja to kto mi powie gdzie moja droga, 
gdzie moj czas i moje miejsce... 
Moze tego wszystkiego nie ma, nie bylo i... nie bedzie? 
Zastanawiam sie co bardziej jest realne - real czy IRC, 
zastanawiam sie gdzie moje miejsce... 
Moj swiat czterech bram i Przestrzeni poza nimi, 
zielonej az do bolu oczu odczuwalnego kazda komorka mojego umyslu... 
Chcialbym napotkac swoj czas, odnalezc siebie 
- wszystko jedno - tu albo tam... 
I... chcialbym wrocic do tamtego lasu... do tamtej nocy, 
ktora nie wroci juz nigdy... Nie wroci juz nigdy... 
Nie wroci juz nigdy... Nie wroci juz nigdy...
... Ogre mail oczy niebieskie, ogre mial umysl zamkniety 
i obrazy zaklete gleboko, bardzo gleboko... 
kazdy niormalny dzien byl dla niego poniekad bolesny, 
bo zwykly, bo zmuszal do zamykania duszy i chowania mysli. 
Kazdy wieczor dawal wyzwolenie kiedy w zaciszu czterech scian 
prywatnego pokoju marzen zasiadal do klawiatury zeby gdzies 
tam po drugiej stronie spotkac czlowieka... Spotykal czesto i 
byl z tego zadowolony. zadowolony z ksztaltowania krainy 
za czterema bramami... 
Real... real musial odplywac bo byl taki nie na miejscu 
- okreslony do granic niemozliwosci z tym calym zyciem w pracy i rodzinnym... 
Wazne ale... takie ubogie myslal... 
a potem nie myslal juz o tym wcale... 
O Ashanti tez juz nie myslal bardziej o chwili ktora bykla tak 
piekna ze warto ja bylo zatrzymac, przytuli0c i zachowac 
w wewnetrznej kieszenieni marynarki najglebszych uczuc, 
ktore nie wymagaja potwierdzenia ani powtarzania na okraglo... 
Po prostu sa... Wiele razy rozmawiali na kanale... 
nigdy nie powidzieli slowa kocham, choc wiedzieli 
ze moga zrobic to zawsze... tamta chwila dala im klucz do 
wszystkich czterech bram... Ogre nauczyl Ashanti swojego swiata...
Niestety sam siebie nie nauczyl zwyklego zycia... 
Skazany na zwykly dzien nie potrafil go zrozumiec ani 
zaakceptowac wiec cierpial w milczeniu, 
czekajac na chwile w zaswiatach elektronicznych synapsow 
biegnacych od uczucia do uczucia, od humoru do humoru... 
od osoby do osoby...
Kolejny dzien dobiegal konca, kiedy niezbyt romantyczna i niezbyt 
krwawa luna zachdzacego slonca przyslonila obraz na monitorze 
jego komputera... znowu na zewnatrz byl sam, 
ale tam w nierealnym swiecie, jeszcze raz budowal swoje nowe zycie...
<OGRE> wiesz to sa bramy wiecznego spokoju i harmonii
<OGRE> pierwsza - cieplo
<OGRE> druga zrozumienie
<OGRE> tzrecia spokoj
<OGRE> czwarta zaufanie...
<Ashanti> wiesz czasem cie nie rozumiem... 
tak bardzo bym chciala... ale nie rozumiem OGRE
<OGRE> nie przerywaj!
<OGRE> Ashanti to wazne
<OGRE> te bramy... one prowadza do przestrzeni, 
tam jest przestrzen wiecznej calkowicie prostej i zrozumialej milosci, 
bez ograniczen zbednej stabilizacji
<Ashanti> byles tam?
<OGRE> same bramy, ich przekroczenie to kosmiczna stabilizacja
<OGRE> nieeee Ashanti nie bylem, tak naprawde i do konca nigdy
<Ashanti> chcialabym tam zajrzec z toba...
<OGRE> tak
<OGRE> ale dla mnie bramy sie zamknely 
<OGRE> juz dawno i zapewne bezpowrotnie wiesz o tym prawda?
<Ashanti> nie nie wiem jakos nie zauwazylam... 
obawiam sie ze moje bramy otworzyles... 
<OGRE> o nie Ashanti ja ci je tylko pokazalem 
<OGRE> nie potrafie ich otwierac moze kiedys tak ale nie teraz juz nie
tak - byl tego pewnien ze realny swiat juz 
dawno zabral mu ta umiejetnosci i to bezpowrotnie 
dlatego momentami tak bardzo bal sie bliskosci z Ashanti... 
Tuataj nie bylo ucieczki tylko prawdzie sam na sam.
W zyciu mozna bylo uciec w siebie,...
Przerwal. Musial przerwac w pol slowa. 
dzisiaj nie chcial wspomnien, 
nie chcial szczegolnie milych wspomnien... 
zaglebil sie w ten stan, ktory przychodzil i odchodzil 
- stan w ktorym tak realnie zdawal sobie sprawe ze swojej ulomnosci... 
z tego ze tak naprawde wszystko co pokochal 
- myslal ze pokochal - zniszczyl. Dlatego uciekal.
Nie radzil sobie po prostu z ta mysla ze jeszcze raz mogl pokochac 
i czegos nie spieprzyc... nie potrafil...
Trwalo zawieszenie miedzy ircem i realem 
- jeszcze nie spieprzonym i juz spieprzonym...
Normalny stan OGRE.
Ten dzien byl bodaj gorszy niz wszystkie pozostale...
Od dawna wiedzial, ze w pewnym sensie jego swiat zatoczyl kolo. 
Talerz zimnej, zle odgrzanej zupy na stole uswiadamial mu to 
w sposob namacalny... tak wlasnie bylo. Jakos niedorobione, 
niewymarzone, kiedys chciane, a teraz raczej nie. 
Zamkniety swiat, z ktorego chcial sie wyrwac i 
jednoczesnie nie mial na to szansy...
... Gdybym mogl opuscici swoje cialo, wniknac gdzies 
    tam gleboko w ten swiat, ktorego przeciez nie ma
... Gdybym mogl choc na chwile zawrocic czas i zadac sobie 
    jeszcze raz pytanie czy ide dobra droga - to byloby dobre. 
... Gdybym stanal obok siebie i przygladal sie sobie niczym w 
    lustrze ale odczuwajac kazde drgnienie miesnia i duszy... 
    Gdybym mogl ocenic siebie i zadac sobie pytanie 
    czy zrobiles wszystko naprawde - to byloby dobrze.
... Moze dopowiedzia nie byloby kolejne pytanie wymagajace 
    kolejnych pytan, macacych obraz calosci, 
    rozmywajacych jedyna droge do przestrzeni za bramami... 
    Moja glowa, to moj swiat. Gdzie on jest...
Tak bardzo chcialbym moc podjac decyzje, nie: DECYZJE o sobie. 
Czy tak naprawde kiedys ja podjalem. czy tez moje zycie 
jest skladowa decyzji mojego otoczenia, wychowania moich rodzicow, 
ksztaltowania przez czeredy obcych mi juz srodowisk, 
ksztaltowania przez lata kompromisow pod nazwa BO TAK TRZEBA... 
Teraz nie potrafie... 
Nie potrafie podjac decyzji i zasypiam w srodku wlasnego 
ciala skazany na dalsze kmpromisy bez wyjscia. 
czuje sie jak w labiryncie. Jeden kompromis pociaga drugi, 
a ten z kolei nastepny polaczony z jeszcze glebszym 
zginaniem karku w pokorze przez rzeczywista rzezczywistoscia bez konca. 
Bez poczatku? W koncu nie wiem kiedy sie to zaczelo i kto to zaczal... 
czy ja? Czy ja podjalem decyzje, ze tak WLASNIE bedzie????
Kilka miesiecy temu na IRC party zdobyl sie na wysilek woli i 
postapil zgodnie z tym jak chcial postapic. 
Nie bylo w tym analizy moralnosci czy sensu. 
Byl las i trawa i krople rosy na lisciach, 
zapach ogniska i nieprzetrawionego alkoholu. 
I poszum wiatru. I zywica klejaca sie do palcow i nagich plecow. 
I cisza. I cieplo drugiego ledwo poznanego ciala. 
I cieplo drugiej ledwo poznanej duszy... 
jak bardzo wtedy byl pewien swego, 
jak bardzo daleko zostawil ten zwykly swiat, 
ktorego w sumie nigdy sobie nie wymyslil, 
a dostal go raczej w spadku. jak bardzo realny byl TAMTEN swiat. 
Swiat jednej nocy, jednego zachlysniecia miloscia jak powietrzem.
Ale potem uciekl. 
... Wrocilem do konwenasow wlasnego istnienia... 
Zgodzilem sie na szare trwanie. 
Nie jestem odwazny i za to sie nie cierpie...
Kazdy nastepny miesiac oddalal go od tamtej sciezki posrod drzew. 
tarcil swoja przestrzen i tracil klucze do czterech bram.
Ashanti w jakis dziwny sposob rozumiala jego strate i 
w tym zrozumieniu nawet nie myslala o tym, 
jak bardzo zostala wykorzystana i jak bardzo udrzucona bez powodu. 
A raczej z powodu... z powodu swiata wokol przestrzeni... 
z powodu realu. Uginajacego plecy, 
szarpiacego umysly i urabiajacego je jak plasteline 
bez konca bez konca bez konca bez konca bez konca bez konca... 
Swiadomosc przegranej OGRE dawala jej z kolei sile jak kiedys 
przegrana Armagedona... Byla Ashanti walczaca...
W ten sposob obok kola realnego swiata, zamknelo sie kolo tego drugiego 
- odrzucanego przez trzezwo myslacych, 
pewnie stapajacych, mowiacych o polityce i pieniadzach... zombie.
tak ich nazywala zombie - bez uczuc, a raczej gorzej 
- z uczuciami na postronkach i w kagancach. 
Zombie schowani w wykopanych wlasnorecznie grobach, 
w ktorych chronili sie przed prostota wyrazania wlasnych pragnien, 
gdzie w pancernych skrzyniach skladali najglepsze marzenia 
niczym zelazne zapasy na czarna godzine 
- zaraz po wypicu jednego kieliszka za duzo, 
kiedy juz tylko chwila dzieli od zdzielenia zony w twarz. 
Wtedy skrzynie sie otwieraly a zombie plakali. 
I ze wstydu, ze placza jeszcze bardziel lzyli i opluwali romantyzm, 
szcera rozmowe i wszelakie decyzje podjete z powodu uczuc... 
Wiele nocy OGRE tlumaczyl to Ashanti dosc nieporadnie, 
bowiem sam z powodu chorej juz zamknietej duszy byl jak zombie... 
Ale go zrozumiala, bo widziala go przeciez wtedy kiedy raz 
puscil z dloni lancuchy i sciagnal kaganiec wlasnych uczuc. 
Poniewaz pamietala go takiego. potrafila teraz zrozumiec 
go nawet jak zatrzaskiwal zelazne wrota swojego bunkra...
<OGRE> rozumiesz Ashanti
<Ashanti> rozumiem
<OGRE> dziekuje
Dwa lata pozniej OGRE podjal decyzje. Niesluszna. 
Skoczyl z okna swojego mieszkania...
W pokoju zostal zapalony ekran monitora...
<OGRE> znalazlem droge do czterech bram...
...................................
Powrot

 

Rozdzial VIII    Mantis
mantis 
Kanal jak kazda inna spolecznosc chlonal to wszystko co dzialo 
sie dookola. 
Byli jak czlonkowie jednego plemieniaq dziesiatkowanego przez chroby, 
deszcze i kataklizmy. Marten, SAM, a teraz OGRE 
- ten ubytek dal sie zauwazyc. jak zwykle niedopowiedziany... 
W zasadzie nigdy na IRC nie mowi sie o tych co odeszli. 
W zasadzie nigdy nie wiadomo dokad i dlaczego odeszli... 
Czesto jednak zostaje pustka. szczegolnie wtedy, 
kiedy odchodza osoby, ktore mialy cos do powiedzenia. 
Czlonkowie rodziny, a nie przygodni goscie w zawsze otwartym 
pokoju z nakrytym filozofia i zwykla zabawa stole... 
W takich momentach kanal milczal... To znaczy nie bylo cisz. 
Padaly slowa, ludzie rozmawiali ale pytania wisialy w powietrzu... 
Jak pradawne plemie w prosty sposob asymilowali sytuacje myslac o 
tym samym... Kiedy ja odejde... Czy powinienem... 
Dlaczego tu jestem... Dlaczego tamtych juz nie ma. 
Na query - tam bylo inaczej. Ludzie szeptali. 
Znali wszystkie historie przenoszone zgodnie z zasada 
"tylko nie mow nikomu". Z ust do ust z jednego HDD  na drugi. 
Informacja rozprzestrzeniala sie jak w zle rzadzonym panstwie, 
gdzie szept wiecej znaczy niz ogolny zakaz rozmowy...
Mantis... kazdy dzien na kanale byl dla niej teraz bolesny... 
Wile osob - wiedziala to - obarczalo ja wina za to co sie stalo. 
Za ferment i zerwanie wiezow... 
Kiedys byla szanowana z opor, za stanowczosc. 
nawet wtedy kiedy postepowala ostro, 
kiedy przejmowala kanal, kiedy leczyla Armagedona z jego slabosci... 
teraz sama byla slaba...
Mantis nie byla Ashanti...
Z jednej strony wszyscy szanowali jej rozterke i bol. 
Z drugiej jednak - nawet podswiadomie kojarzyli ja z milczeniem 
Armagedona i nieobecnoscia OGRE... tego nie dalo sie uniknac 
- kanal byl naprawde malym swiatkiem. Nie liczac gosci 
- rodzina liczyla zaledwie moze ze 20 osob...
Mantis... tak sie nazwala w dniu pogrzebu OGRE. 
Oczytwiscie na nim nie byla... 
Dwa razy pakowala walizki i dwa razy je rozpakowywala. 
potem powiedziala - niech tak bedzie. 
Nie potrafilaby nie cierpiec z powodu straty, 
a jak mialby wytlumaczyc to tam - przed jego rodzina?
Mantis - znaczy modliszka...
Martens - zginal, bo chcial sie wyzwolic z marnosci, 
ktorej sobie sam nie wybral... 
SAM umarla zeby wyzwolic sie z bolu i slabosci... 
OGRE zginal zeby wyzwolic sie z dylematu, 
ktorego nie byl w stanie rozwiazac w zaden sensowny sposob. 
Jakkolwiek jednak nie tlumaczyc tych brakow, tych nieobecnosci... 
Odeszli z pwodu kanalu... 
Nikt nie mogl oprzec sie temu przeswiadczeniu i kazdy myslal o 
tym jaka jest moc ich zwiazku dusz? umyslow?
Dla mantis cierpienie bylo jeszcze bardziej namacalne, 
a krucienstwo sytuacji polegalo na tym, ze jak to zwykle 
bywa na kanale OFICJALNIE nie bylo wieksze niz cierpienie innych. 
Kanal byl jak tygiel... 
Krzysztof i Listek spotkali sie i wygladalo na to, 
ze chociaz oni swietowac beda zwyciestwo realu nad cyberprzestrzenia. 
Niestety kosztem Martensa... 
Armagedon - opuszczony przestal wogole zwracac uwage na otoczenie... 
Elza zyla swoim zwyczajnym zyciem, a kanal byl dla niej 
raczej jak drugi telewizor w domu... Ich dom pelen byl przeciagow... 
Ich kanal ewoluowal bez wzgledu na to czy im sie to podobalo czy nie...
Mantis nie mogla nie zauwazac analogii do tego co otaczalo 
ja w rzeczywistosci... IRC zszarzal, spowszednial, zezwyklal. 
Okazalo sie, ze potrafi byc tak samo bolesny jak zycie. IRC byl zyciem...
Wpatrywanie sie w ekran. Sledzenie glupawych przewijajacych sie textow. 
Kopanie kretynow, ktorzy prowokowali do tego. 
To wszystko stalo sie jedynie pewna rutyna w miejscu, 
z ktorego nie ma ucieczki... 
Chciala z tym skonczyc - tutaj nic juz ja nie trzymalo 
i jednak cos ja nie puszczalo... Wspomnienia? Sentyment? Brak perspektyw?
Zblizalo sie kolejne party ale nikt nie palil sie zeby na nie pojechac... 
Do tego doszlo - juz nie chcieli sie poznawac... 
Nie chcieli ze soba obcowac... 
Na kanale wymieniali powitania i zapadali w milczenie, 
grzebiac bezmyslnie po stronach www...
Jednak jak w zyciu... Zmiana musiala nadejsc... I nadeszla...
Dosc symbolicznie - na wiosne...

Powrot



Rozdzial IX         Kasjusz  

	Tak naprawde nie ma dobrej odpowiedzi na pytanie dlaczego 
ktoregos dnia na zwyklej w moim towarzystwie prywatce zwrocilem 
uwage na dziewczyne, ktora widywalem juz kilkakrotnie i 
nigdy nie wydawala mi sie na tyle interesujaca, 
by poswiecic jej wiecej uwagi niz potrzeba. 
Moze dlatego ze w tej rozbawionej masie byla jakims dysonansem. 
Elementem, który ni w zab nie pasowal mi do calosci obrazu.
Znacie te zabawy - rodzice out, chata wolna... 
Tym razem to bylo u Jarka - tak sie zlozylo, 
ze jego starzy wybyli gdzies w delegacje czy pieron wie 
w jakich ineteresach... W kazdym razie ubaw normalny i powszedni - 
alkohol, troche trawki i ogolny misz masz niczego.... 
A ona sobie siedziala i wbrew przyjetym zasadom nie szczerzyla 
zebow ani nie udawala kogos kim naprawde nie byla... 
To moglo bya naprawde wkurzajace gdyby nie fakt, ze nikt na to 
nie zwrocil uwagi - to tez zreszta normalne. 
Ju? od dawna zastanawialo mnie to, ze moi przyjaciele to w sumie 
obcy mi ludzie, którzy tak samo jak ja nie maja wiekszych 
zainteresowan poza snuciem sie przez zycie na koszt starych poki 
mo?na, az do momentu kiedy papcio postara sie o jakas stala i 
ciepla posadke w jakiejs firmie zaraz potem jak przestanie 
placic za cholernie droga szkole menedzerow (nawiasem mowiac 
wiekszosc z nas miala nauke w ... a niech bedzie - w nosie)...
No wiec ona sobie siedziala gdzies w kaciku. 
I nie chodzi o ten rog pokoju gdzie wspierala sciane, a raczej o kat jakis... 
no  nie wiem - wewnetrzny... Byla namacalnie zamknieta na ogolny beztroski 
optymizm wypasionych zyciem gowniarzy... No, to znaczy nigdy wczesniej 
tak o tym nie myslalem... Ale spojrzenie w ten JEJ kat jakby 
otworzylo kanaly wlasnie takim porownanio i zrobilo mi sie glupio 
troche, bo wydala mi sie w swej niepozornosci lepsza i wieksza od 
nas wszystkich...
Co prawda nie mam w zwyczaju zagadywac do osowialych panienek i 
blagam, nie pytajcie dlaczego wlasnie wtedy zlamalem swoja 
kardynalna zasade, myslac jednoczesnie, ze zaraz spieprze sobie humor... 
Zal mi jej bylo czy jak?
No nie wiem - raczej zazdroscilem jej skupienia wzroku na dloniach i 
braku lacznosci z cala reszta. To bylo niepojete - zycie polegalo na 
byciu masa przeciez: te same glupie dowcipy, marne albo nijakie 
zainteresowania i ogolne olewactwo zwane w naszym kregu luzem - 
cos czego zazdroscili nam koledzy z ogolniaka zasuwajacy na budowe, 
bo nie stykalo im na oplacenie studiow...
No to podszedlem do niej...
-Czesc - zagadnalem dosc standardowo i od razu pomyslalem, 
ze i tak nie uslyszy. Wygladala na kogos, kogo moglaby poruszyc raczej 
jakas desperacka figura akrobatyczna a nie durne powitanie w stylu 
tandetnego filmu (dobrze ze nie dodalem jak leci - byloby jeszcze smieszniej). 
Tak jak sie spodziewalem w zamian otrzymalem cisze i, 
o dziwo jedno spojrzenie. Moja biedna meska duma (ponoc jestem przystojny) 
kazala mi brnac. Usiadlem. Pomilczalem...
-Dobrze sie bawisz? - taaaaa dalej oryginalnie niech ja skonam...
-Macie tu komputer? - odezwala sie i od razu pomyslalem, ze to cud jakis. 
Co gorsza - powiem wam szczerze - jej glos mnie zabil. 
To znaczy wiecie - laska musi bya zgrabna, usmiechnieta, 
ladnie ubrana - musi sie prezentowac. A jej to wcale nawet nie obejrzalem. 
Ale jak sie odezwala... To ja zamilklem z kolei i to na dluzsza chwile... 
raz: z powodu brzmienia jej glosu, bo nie byl pusty, z lekkim przydechem 
i jakis cichy, a zdecydowany... Dwa: pytanie - mowcie co chcecie 
ale w srodku balangi stulecia (wszystkie nasze 
balangi by3y balangami stulecia) pytac sie o jakis durny komputer?!
-Hm... No... Pewnie jest... Poczekaj... Jarek!!!!!!!!! Jarek!
-Ta... czego sobie zyczysz bracie hehehehe - no niestety - 
gospodarz lekko pijany...
-Masz komputer?
-Mam, a co?
-Z modemem? - to ju? nie ja pytalem tylko ona... Z modemem????? 
A ta co? Poczte chce wyslac?!
-Taaaa, a..... a co? - Jarek wyraznie tez nie kumal, 
zreszta jemu by3o ciezej bo naprawde sobie chlapnal 
(Ja nie bo nie mia3em kiedy - ta kobieta mnie powstrzymala swoja obecnoscia)
-Moge popukac?
-Taaaa, jeoli nie masz nic lepszego do roboty to spoko... 
Czuj sie jak u siebie. Stoi w tamtym pokoju...
-Dzieki - minela nas i poszla tam gdzie wskazywal niezbyt pewnie 
jarkowy paluch.

-Jarek...
-Taaaaa?
-Kto to?
-A bo ja wiem.?! Stary ja tu polowy ludzi nie znam... 
Przyszla chyba z Ewka... - ale niestety nie. 
Sprawdzilem, nie przyszla z Ewka i wygladalo na to, 
ze nie przyszla z nikim... Czary czy co?!
No coz... lekko zly by3em ale i na tyle zaintrygowany, 
ze polazlem za nia do pokoju, oczywisicie poganiany 
komentarzami kolesi w stylu bierz ja itp., 
szkoda gadac i tak wszyscy wiecie jak jest... 
Wchodze...
Siedzi, przed nia monitor, klawiatura i te wszystkie 
tam myszki i inne. No komputer po prostu... 
Ekran sie swieci windowsem, a ona przeglada jakies pliki czy cos...

-Piekna maszyna...
-Skoro tak mowisz - trzymalem fason, choc szczerze 
skrzynka by3a taka jak wszystkie - szara i wielka. 
Ale cosik mi sie wydawalo, ze jej chodzi o jakies inne piekno...
-Czterysetka, 128 mega ramu - piekna - ona dalej swoje, 
a ja ju? sie czuje jakbym bral udzial w abrakadabra...
-Hm - moge powiedziec tylko jedno - tylko nie mow, 
ze sie powtarzam: skoro tak mowisz ahahahaha - 
zasmialem sie cokolwiek nerwowo, bo sobie pomyslalem, 
ze musialem opuscic jakis wyklad z informatyki i teraz wyjde na durnia...

-Nie znasz sie na tym prawda? - zapytala, a raczej stwierdzila...
-Nnnnnno  niebardzo - przyznaje - uhhhh spojrzala na mnie jak 
na kosz na smieci. Panowie i panie teraz by3em pewien - 
to wariatka skomputeryzowana, a ja dla niej zawalilem super ubaw......
-Szkoda - zaczela cos tam gmerac i pukac. 
Jak rozumiem pootwierala jakies programy...
-Wiesz...Hm.... My sie jeszcze nie znamy... - jezu!!!!!!! 
Dlaczego wszystko co mowilem brzmialo mi w uszach tak glupio??!?!?! 
-Tak - powiedziala i ju?....
-Hehehe - zasmialem sie nerwowo, bo co moglem innego zrobic...
-Ojjjjj dobra - jestem Andrzej
-Andrzej? Super - nawet nie oderwala wzroku od monitora, 
jakby chciala powiedziec - teraz ju? mo?esz sobie isc Janie...
-Wiesz... Hm jakbys powiedziala teraz jak ty sie nazywasz... 
to zapene uprosciloby nam dyskusje....
-A tak, sorki... Jestem Mantis - powiedziala tak po prostu 
jakby miala na imie Zoska...
-Mantis?
-Tak -Mantis...
-Aaaaaaaa to imie czy nazwisko....

Uwierzcie mi - rozesmiala sie perliscie... 
A ja nie rozesmialem sie perliscie....
-Sorki Andrzej, to przez puter (puter?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!). 
Mantis to nick, tzn. taki pseudonim. Uzywam go na sieci...
-Kobieto - mow wolniej albo wiekszymi literkami, 
bo zaczynam miea wrazenie ze to Star Trek czy inne 
Gwiezdne Wojny... - poczulem sie biedny, zagubiony i 
skopany wiedza tej dziewczyny na temat, 
o ktorym ja nie mia3em zielonego pojecia...
A potem ona mi opowiedziala.... Wszystko....

Pamietam, ze jak skonczyla by3 swit 
- taki wiosenny z lekko czerwonym sloncem na horyzoncie. 
Wstajac z dywanu wiedzialem, ze razem z noca odszedl ode mnie swiat, 
ktory znalem...

Rodzice nie protestowali jak powiedzialem, 
ze potrzebuje komputer do nauki 
(a nawiasem komputer to wlasnie puter albo puterek - ladnie co?)

I tak, na wiosne, zaczal sie mój IRC...


MANTIS (c.d.)


	Zmiana przyszla na wiosne i to z kierunku tyle nieoczekiwanego, 
co wrecz niemozliwego. Andrzeja poznala na jakiejs smutnej z 
zalozenia imprezce, na która trafila calkowicie przyapdkowo... 
Facet odwalal gimnastyke stulecia zeby ja poderwac, 
a potem nagle wchlonal wszystko, co potrafila mu przekazac o irc... 
nad ranem byli ju? rownymi partnerami. Z jednym - bardzo waznym wyjatkiem... 
W Andrzeju pozostal jego luz i beztroska dziecka z dobrego domu, 
czyli cos dla Mantis nieosiagalnego calkowicie...

Z dnia na dzien zacieraly sie wspomnienia - mysli na temat 
Armagedona i Ogre... Powoli by3a w stanie sobie przetlumaczyc, 
ze zaszla w tym wszystkim za daleko, stworzyla ulomny i jakze 
niebezpieczny swiat alektornicznych uczuc, 
a potem starala sie go przelozyc na normalne zycie ze skutkiem raz 
- oplakanym, dwa - tragicznym... 

Andrzej by3 z innej gliny. 
Jego ircowanie od poczatku by3o zabawa. 
W tym, co robil przypominal Martensa. 
Zawsze trzymaly sie go dowcipy. 
Czasem az do przesady prowokowal zaczepnymi tekscikami 
ale tez bardzo szybko chlonac wiedze i umiejetnosci 
nigdy nie odmowil kolejnym przybylym rady. 
Zgorzknialy i ju? skostnialy kanal przyjal 
go z ulga i nadzieja zarazem na powrot czasow dawnej swietnosci... 

Dla Mantis by3o to cos wiecej. 
Andrzej, a raczej teraz juz Kasjusz stanowil dla niej wyzwanie. 
Przy nim bowiem nie mogla rozwinac swojej smutnej i wypranej natury. 
Wrecz fizycznie zmuszal ja do usmiechu i beztroskiego optymizmu 
- czyli do czegos, co od dluzszego czasu by3o dla niej 
niewyobrazalne i nieosiagalne... 
Mantis rodzila sie na nowo wyzwolona z bagazu przezyc, 
o ktorych juz nie raz starala sie zapomniec... 
Problem tkwil w tym, ze starala sie w samotnosci, 
nieswiadomie skazujac sie na kleske... 
kazde zapomnij, ka?dy taki nakaz powodowal odwrotny efekt 
- powrot wspomnien... A dalej kolejna ciemnosc i bolesna 
zadume nad soba, nad zyciem, nad IRC...

Kasjusz i Mantis bardzo szybko stawali sie legenda kanalu 
poprzez wzajemne zrozumienie i niezliczone godziny paplaniny, 
kktórazapelniala glowne okno na kanale ozywiajac atmosfere... 

<Armagedon> zmienilas si Ashanti
<Mantis> prosze nie nazywaj mnie juz tak... Ashanti juz nie ma
<Armagedon> ok. 
<Armagedon> spotykasz sie z nim?
<Mantis> nie to nie o to chodzi
<Mantis> on mi pomogl
<Armagedon> wiem i mu zazdroszcze 
<Armagedon> ja nie potrafilem
<Mantis> nie masz racji
<Mantis> to ja nie wiedzialam czego chce teraz juz potrafie 
cie za to przeprosic
<Armagedon> nie musisz ja nawet nie chce
<Armagedon> poza faktem ze nam nie wyszlo jestem bardzo 
zadowolony mniej pije wiesz?
<Mantis> ciesze sie 
<Mantis> ale to nie moja zasluga 
<Mantis> chciales przestac i bedziesz chcial przestac - to ci sie uda
<Mantis> wbrew temu co sobie wmawiasz - jestes twardy
<Armagedon> mow co chcesz ja wiem swoje
<Mantis> oki niech ci bedzie :)
<Mantis> grunt ze ci wychodzi ciesze sie
<Armagedon> ;)
<Armagedon> no to przyznaj si jak to jest z tym mlodziakiem 
- fajny z niego koles
<Mantis> chyba tak
<Mantis> w pewnym sensie pomogl mi
<Mantis> wiesz ja chyba nie wiedzialam 
<Mantis> albo raczej nie chcialam wiedziec ze potrzeba czasem beztroski
<Mantis> chcialam zbudowac swiat poukladany ale sztywny do tego
<Mantis> tak sie nie da
<Mantis> Kasjusz ma luzu az za duzo czasem ale...
<Mantis> ja chyba teraz tego potrzebuje
<Armagedon> rozumiem
<Armagedon> to jest cos co mnie tutaj trzyma
<Armagedon> nigdy nie wiesz skad przyjdzie cos co pomoze 
ci w zyciu albo chociaz da chwile na zastanowienie
<Armagedon> to chyba kwestia roznorodnosci
<Mantis> Armagedon
<Armagedon> ?
<Mantis> ciesze sie ze wrociles
<Armagedon> ?
<Mantis> ojjj wiesz o co chodzi
<Mantis> no ze jestes obecny
<Armagedon> to przez ciebie
<Mantis> znowu zaczynasz ;)
<Armagedon> bo to prawda...
<Mantis> opowiedzialam nasza historie Kasjuszowi
<Armagedon> wow...
<Mantis> sorki nie gniewaj sie
<Armagedon> nieeeee nie gniewam sie jestem tylko zdziwiony
<Mantis> musialam to zrobic bo...
<Mantis> ehhhh
<Mantis> bo ciagle mialam wrazenie ze cie skrzywdzilam jakos
<Armagedon> no co ty
<Mantis> bo zaczales pis jeszcze wiecej itd.
<Mantis> i wiesz co on powiedzial
<Mantis> ze pijak pozostanie pijakiem a ty jeoli nim 
nie jestes to znajdziesz dosc sily 
zeby przestac sobie wmawiac ze nim jestes
<Armagedon> wow ciut zawile ale...
<Armagedon> rozumiem
<Armagedon> nie podejrzewalem mlodego o takie ciezkie filozfie
<Mantis> jak go poznalam nie podejrzewalam go o jakiekolwiek myslenie looool
<Armagedon> hahahaha czasem mo?na sie bardzo pomylic
<Armagedon> ja cie znienawidzilem jak mnie zostawilas...
<Armagedon> teraz juz wiem - to byl blad
<Armagedon> nie ma twojej winy
<Armagedon> dziekuje Ashanti
<Mantis> juz mowilam nie ma Ashanti
<Armagedon> wiem ale ostatni raz chcialem podziekowac wlasnie jej...
<Mantis> variat ;)))))
<Armagedon> cmok
<Mantis> wow Armagedon cmoka popatrz popatrz
<Armagedon> tylko nikomu nie mow ;))))))

Wiosna na kanale byla zielona i beztroska...

J.Gora 21.05.99 (pol roku przerwy)

ROZDZIAL??? (lepiej nie)

Ponoc kanaly umieraja... Sa jednak takie, ktore stoja na miejscu zawsze ale ich smierc jest widoczna dookola... Znikaja ludzie tylko dlatego ze przychodza inni i roszcza sobie pretensje do posiadania klucza prawdy wszelkiej, jednoznacznej dla kazdego... Kazdy kanal ma swoje ciezkie czasy i czeka na nadejscie rozsadku. Co jednak jesli rozsadek nie przychodzi? Przyszedl dzien, w ktorym armagedon zmeczony zyciem i piciem przede wszystkim nie odpalil komputera, nie zostawil bota... Wydawalo mu sie, ze zostawia wszystko co jest kanalowi potrzebne - ludzi, ktorzy zrobili z niego swoj dom albop chociaz hotel... Niestety w swym pijackim optymizmie nie wzial pod uwage jednego - kazdy dom ma swoja szalana sprzataczke. Im jest wiekszy i bardziej odwiedzany, tym sprzataczka ma wieksze aspiracje do czyszczenia wszystkiego co jej sie nie podoba... Kanal armagedona swego czasu byl najwiekszy, najpopularniejszy... Zostal tez wiec najbardziej dotkniety sprzataniem kiedy armagedona zabraklo... Jak zwykle zaczelo sie od czegos tak banalnego, ze nawet ja nie pamietam o co poszlo. No oczywiscie zawsze byly sympatie, patie i antypatie ale lagodzone ogolnymi zasadami, ktore przyniesione gdziez z zakamarkow ircowych dziejow powstrzymywaly najbardziej zapalczywch od uzywania banow z powodu rzucania kolorkow na ekran... naprawde - tak bylo... Wiem, ze pare osob ktore pamietaja kanal z dawnych czasow jeszcse w to wierzy... Wiekszosc jednak nie... A wiec... Nie bylo juz na kanale ani armagedona, ani kasjusza, ani ashanti (mantis) ani jeszcze wielu innych osob... Czy to dobrze... nie wiem... moze trzeba bylo zostac i probowac trzymac w karbach cos co nieuchronnie chylilo sie ku upadkowi. Ale zabraklo im w pewnym momencie sily i wiary, a sprzataczki byly mlodsze i bardziej zawziete... Dla kanalu nastal czas sterczacych botow, kopow i banow... Selekcja. Jedni mogli na kanal wejsc - innym bylo to zabronione do pierwszego resetu serwera, kiedy ci co byli banowani - banowali tych co banowali wczesniej... Tak umarl Kasjusz. To znaczy nie naprawde - umarl dla mantis, bo ona odeszla na inny serwer, a on zajal stanowisko w jednej z armii sprzataczek...

<kasjusz> to oni zaczeli

<nick> to znaczy jak zaczeli

<kasjusz> kopali nas

<nick> a wy ich nie

<kasjusz> my ich tez ale oni wczesniej

<nick> rozumiem

<nick> a nie mozna tego przerwac?

<nick> kiedys tu przychodzilem i jakos sie wszyscy dogadywali?

<egze> niech spadaja my chcemy dobrze

<nick> no tak ale gadalem wczoraj z <mikke> mowila to samo

<kasjusz> taaaaaa

<kasjusz> trzeba bylo widziec jak mnie w zeszlym tygodniu banowala i miesem rzucala na query

<kasjusz> moge ci pokazac logi

<nick> ale ona tez mi pokazala

<nick> tez niezle bluzgales

<kasjusz> bo mnie wkurzyla suka

<nick> a ty jej nie?

<egze> nick ty sie nie wtracaj

<egze> bedziemy pilnowac kanalu i bedzie porzadek

<egze> a oni tylko burdel robia

<naram> tak slucham i nie rozumiem

<naram> znam mikke to cool babka

<kasjusz> to ja zerznij hehehe

<egze> huehuehue

<nick> dziwne te wasze porzadki

<nick> kiedys bylo kulturalniej troszq

...kick...

bedzie ban?

...ban...

<egze> pewnie trzyma z nimi

<naram> a mnie sie wydaje ze ma swoje zdanie

<kasjusz> tez chcesz poleciec?

<naram> sam pojde

<egze> to spadaj nikt cie tu nie chce

i tak codziennie i co noc

Frakcje rosly w zastraszajacym tempie, a pod ich bokiem gromadzily sie tabuny wynalazkow - osob, ktore na kanale przesiadywaly tylko po to zeby zasiac chaos. A mozliwosci bylo sporo, bo kazdy gospodarz bez wzgledu, z ktorej armii sprzataczek pochodzil zajety byl jedynie czajeniem sprzataczek z opozycji. Czasem tylko raczej z powodu wyrzutow sumienia i zaznaczenia wladzy ktorys z opow wyrzucil wichrzyciela, ktory klal lub lamal zasady w inny sposob. Ogolnie jednak wszystko skupialo sie na tepieniu opozycji. Czasem dochodzilo do dyskusji kto jest gorszy i jak powinno byc...

<[S]er> re

<[S]er> tx jadzia :o)

<jadzia> ;)

<Sara> ja za nic nie wyrzucam

<[S]ix> hmm ciekawe

<Sara> to nie moj styl

<[S]ix> kasjusz i egze bija wszeklie rekordy

Dark [~Dark@62.96.18.237] has left #kanal

<do> co chwile cos komus nie pasuje

<[S]ix> kasjusz bije rekord ale glupoty

TXX [~ja@24.66.192.16] has joined #kanal

<[S]er> Six: taaaak nie mozna, nie na ogolnym

<jadzia> on tak, myslalam ze nie ma glupszy od takiego jednego...

<[S]er> dajcie juz spokoj

<jadzia> przekonalam sie...

TXX [~ja@24.66.192.16] has left #kanal

<^2D3030372D> nawet koloru nie mozna zmienic

<Sara> nie weim kazdy ma prawo mniec swoje zdanie

<[S]ix> wlasnie

<[S]ix> ale za wolnosc slowa nie mozna wywalac

<[S]ix> za przeklinanie

<[S]ix> za chamstwo

<[S]ix> ale nie za swoje opinie

<Sara> za to sie wywala sama wiesz

<[S]ix> czy wlasne zdanie

i tak dalej...

Sek w tym, ze drugie sprzataczki pisaly dokladnie to samo. A nowi na kanale nie wiedzieli juz zupelnie za co leca... Nikt nie mial czasu tlumaczyc im zasad... Wszyscy, ktorzy byli do tego zobowiazani z racji posiadania "mlotka" zwalczali innych "mlotkow", ktorzy byli wlasnie w odstawce... Ktoregos dnia kasjusz jeszcze raz spotkal mantis. Nie byl juz jednak tym samym czlowiekiem, ktorego poznala na durnej prywatce - lamerem chlonnym widzy i prawdy...

-Dlaczego nie wchodzisz na kanal?

-Nie mam czasu - mantis odwracala glowe. Siedzieli w barze saczac piwo. Na pozor starzy znajomi, ale nierealny swiat odgrodzil ich murem w realu. tak, jakby pracowali w jednej firmie, gdzie walczy sie o stolki, a o przyjazniach sie zapomina na wszelki wypadek... Mantis zalowala, bo byl moment kiedy rozumiala tego chlopaka. teraz potrafil tylko krytykowac tyvch co nie trzymaja z nim. Jakby to bylo naprawde. jakby mialo znaczenie. A przeciez nie mialo. ten swiat nie istnial, a kasjusz nie byl wyrocznia i wladca ludzi, ktorych tak chetnie wyrzucal i banowal. Wiekszosc z nich nie mieszkala z nim ani w jednym miescie, ani nawet kraju. On jednak z luboscia opowiadal o porzadkach, ktore zaprowadzil na kanale i jak sie go sluchaja i jakie wredne skurwysyny z tych drugich, ktorych ona nie znala, bo przyszli na kanal wlasnie wtedy gdy odszedl armagedon, a wszystko poszlow rozsypke. Jak miala mu wytlumacczyc, ze jej irc to miejsce gdzie nie am czegos takiego, a stare zasady powrocily na nowa, bo wszystkim jest bez roznicy czy sa wladza czy tez nie... wystarcza im IRCOWANIE jako sposob na zycie... Jak mial to wytlumaczyc fanatykowi, ktory nawet nie zauwazal roznicy miedzy swoja urojona wladza, a realnym swiatem?!?!?!

-Co z toba - zapytala - zmieniles sie. Gadasz bzdury. O porzadku, lepszych i gorszych. Przeciez polowa z nich to twoi znajomi z irca. kiedys razem siedzieliscie na opie.

-Zmienili sie - wprowadzaja chaos - ktos musi to uporzadkowac. A wiekszosc sobie po prostu odeszla.

-Odeszli, bo ich nie bawilo wzajemne kopanie - mantis nie mogla do niego dotrzec, byl jak mur - bo przeciez do tego sie sprowadzaja porzadki. Wy kopiecie ich, a oni was jak tylko maja okazje...

-Wiec trzeba robic tak, zeby okazji nie mieli prawda? Wtedy bedzie spokoj.

-Nie bedzie. Nic nie rozumiesz. jesli bedziesz komukolwiek ograniczal dostep do kanalu, to bedziesz lamal podstawowa jego zasade... tak sie nie da zrobic nic dobrego... Ty juz nie jestes moim kasjuszem...

-Ty nic nie rozumiesz. Moze bys wolala, zeby to oni trzymali kanal?!

-Wolalabym, zeby nie bylo ani ich, ani was. Wolalabym miec mozliwosc swobodnego pogadania sobie z toba o filmie jak kiedys po nocach... Kasjusz... aaaaa zreszta. Co to zmieni?! Wyscie juz wybrali... To jest petla, z ktorej nie ma ucieczki...

-Ty myslisz, ze mi zalezy na opie tak? Ja go oddam...

-Oddaj...

-Oddam jak zrobie porzadek - kasjusz zaciskal piesci, a ona patrzyla na niego ze smutkiem. Bo co jeszcze mozna powiedziec komus, kto poza wlasna nieomylnoscia nie widzi niczego innego. Najgorsze, ze ta nieomylnosc pochodzila z tak nierealnego zrodla jak IRC...

-Wiesz co... Rob ten swoj porzadek. tyle, ze jak skonczysz porzadkowac bedziesz na kanale sam, bo reszte wczesniej wykopiesz w imie porzadku...

Rozeszli sie w milczeniu. Tak jak wczesniej milczeniem zakonczyly sie ich nocne rozmowy o zyciu na IRC...

Rozkladowi nic nie bylo w stanie zaszkodzic z powodu totalnego zaslepienia. Mantis pomyslala, ze caly problem tkwi w jakims niesamowitym pedzie do przenoszenia na IRC wlasnych fobii, lekow i chorych ambicji niebezpiecznych w realu, a na kanale objawiajacych sie obalaniem niewygodnych argumentow za pomoca bana... Czy w tej sytuacji to moglo sie zakonczyc dobrze? Tego do tej pory nie wie nikt, bo nadal obie frakcje walcza ze soba, a milczaca wiekszosc jest bezsilna z powodu braku odpiwedniej wiedzy zeby wperowadzic swoj porzadek. Zreszta gdyby nawet ta trzecia grupa zajela miejsce dwoch poprzednich, bardzo szybko by sie do nich upodobnila i to nie z wlasnej winy ale z koniecznosci walki z pokonanymi... Nie ma nic gorszego wszak niz zawiedzione chore ambicje malych napoleonkow, ktorzy w realu starali sie osiagnac cokolwiek, a nie osiagneli nic. Za to na kanalch - chociaz raz na jakis czas - czuja sie wladza wszechmocna i nieograniczona... Dopóki jakas obca frakcja ich z kolei nie zabanuje emanujac swoja wersja porzadku czuli po prostu inna opcja chorej ambicji
i pędu do władzy... Maslo maslane? Nie... petla bez konca.

A wiec....

Kapi [~kapi@199.179.162.111] has joined #kanal

Jeziorny has kicked Kapi from #kanal (banned: Ty tu niepotrzebnie przychodzisz)

zet [~z@148.81.114.99] has joined #kanal

Jeziorny has kicked zet from #kanal (banned: Lamer !)...

....Jeziorny has kicked zet from #kanal (banned)

zet [~z@148.81.114.99] has joined #kanal...

i tak dalej...

 

KONIEC tego rozdziału? hmmm...


Powrot